Według danych przekazanych pod koniec lipca br. przez prezydenta Ceuty Juana Jesúsa Vivasa, do miasta liczącego zaledwie 84 tysięcy mieszkańców w ciągu kilkudziesięciu godzin przedostało się drogą morską około 60 tysięcy cudzoziemców. Kilkadziesiąt osób straciło życie podczas próby opłynięcia falochronów i dotarcia na hiszpański brzeg. Masowy napór na granice państwa członkowskiego wzburzył Hiszpanię i całą Unię Europejską, wystawiając na próbę europejską solidarność. W ciągu kolejnych kilku dni zdecydowana większość niedoszłych imigrantów zniknęła z Ceuty równie szybko, jak się w niej pojawiła. Gdy fale kryzysu opadły, pozostawiły po sobie ciała wyrzucone na brzeg, polityczną burzę i szereg pytań: dlaczego do tego doszło, kto ponosi odpowiedzialność, a także czy było to coś więcej niż spontaniczna próba ucieczki zdesperowanych ludzi ku lepszemu życiu?

Autor: Igor Miśta
Między marokańskim młotem a algierskim kowadłem
W celu uchwycenia szerszego kontekstu wydarzeń na Ceucie należy cofnąć się do 20 lipca br., kiedy premier Hiszpanii, Pedro Sánchez, pierwszy raz od czterech lat, odwiedził Algierię, próbując przełamać kryzys panujący w relacjach między Madrytem a Algierem od 2022 roku. Źródłem konfliktu była decyzja Hiszpanii o poparciu marokańskiego planu rozwiązania sporu o status Sahary Zachodniej, zakładającego przyznanie temu terytorium autonomii pod zwierzchnictwem Maroka. Inicjatywa ta pozostawała w wyraźnej sprzeczności z interesami Algierii.
Pedro Sánchez nazwał lipcową wizytę w Algierze „pogłębieniem dialogu i współpracy”, a na pokład samolotu kierującego się ku Afryce wsiedli również wicepremier ds. transformacji ekologicznej, minister spraw zagranicznych oraz szefowie największych hiszpańskich przedsiębiorstw energetycznych. Taki skład delegacji wskazywał nie tylko na wysoką rangę wizyty, lecz także na jej wyraźny wymiar gospodarczy i energetyczny. Istotnie, finalizując wizytę obie strony ogłosiły „nowy etap” w relacjach dwustronnych, zapowiedziały zwiększenie dostaw algierskiego gazu do Hiszpanii, a także zwołanie kolejnego spotkania wysokiego szczebla w październiku 2026 roku.
Takie zbliżenie oraz gesty rządu Sáncheza wobec algierskich władz nie mogły zostać przychylnie odebrane w Rabacie, dla którego Algieria pozostaje największym rywalem w regionie. Jednym z głównych źródeł tej rywalizacji jest trwający od dekad konflikt o status Sahary Zachodniej. Po dekolonizacji i wycofaniu się Hiszpanii z tego terytorium w 1975 roku kontrolę nad większością jego obszaru przejęło Maroko, które uważa Saharę Zachodnią za integralną część własnego państwa. Algieria natomiast wspiera Front Polisario – saharyjski ruch polityczno-wojskowy dążący do niepodległości Sahary Zachodniej i sprzeciwiający się marokańskiej kontroli nad tym terytorium. Algier utrzymuje, że czyni to w imię prawa Saharyjczyków do samostanowienia, podczas gdy Rabat postrzega te działania jako element szerszej strategii osłabiania Maroka i ograniczania jego wpływów w regionie.
Hiszpania, jako były kolonizator Sahary Zachodniej, pozostaje mimowolnie uwikłana w konflikt o status tego terytorium, a w relacjach z Marokiem i Algierią znajduje się między młotem a kowadłem. Próby balansowania w relacjach między oboma zamorskimi sąsiadami często prowadziły do poważnych konsekwencji – w tym bliźniaczo do tegorocznych wydarzeń w Ceucie podobnej akcji marokańskich służb sprzed pięciu lat, mającej na celu wywarcie presji i „ukaranie” Hiszpanii poprzez instrumentalizację migracji.
W 2021 roku Hiszpania przyjęła na leczenie Brahima Ghalia – sekretarza generalnego Frontu Polisario i prezydent Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej zmagającego się z ciężkim przebiegiem COVID-19. Maroko, w odpowiedzi na ten gest przychylności wobec „separatystów”, wykorzystało migrację jako środek nacisku i „karę” wymierzoną w Madryt. Nakazano służbom granicznym całkowite poluzowanie kontroli, co doprowadziło do napływu do Ceuty około 8 tysięcy osób, które zdestabilizowały funkcjonowanie hiszpańskiej eksklawy i wystawiły ówczesny rząd na krytykę opinii publicznej.
Rok później Hiszpania zmieniła stanowisko w sprawie Sahary Zachodniej, zgadzając się na propozycje Rabatu, nawet kosztem zerwania relacji z Algierią. Według niektórych doniesień medialnych, porozumienie z 2022 roku obejmowało marokańskie zapewnienie, że podobny incydent się już się więcej nie powtórzy.
Hiszpanie napełniają beczki prochem
Tegoroczne wydarzenia w Ceucie obnażyły ciągłą podatność Hiszpanii na presję migracyjną. W ostatnim czasie przyczyniły się do jej wzrostu dwa czynniki wynikające z hiszpańskich wewnętrznych uwarunkowań: nieścisłości legislacyjne prowadzące do luk prawnych oraz decyzje polityczne rządu Pedra Sáncheza.
29 czerwca 2026 roku hiszpański Sąd Najwyższy, Izba Administracyjna, wydał wyrok nr 814/2026 w sprawie kasacyjnej 3795/2025. Postępowanie zostało wszczęte ze skargi Algierczyka, którego – zgodnie z opublikowanym orzeczeniem – w listopadzie 2024 roku Hiszpanie przechwycili na morzu podczas próby przekroczenia granicy marokańsko-hiszpańskiej. Funkcjonariusze służb granicznych zastosowali wobec niego tzw. push back, natychmiast odsyłając go do Maroka bez zastosowania jakiejkolwiek formalnej procedury.
Sąd Najwyższy uznał zasadność skargi przyznając rację skarżącemu. Wskazał, że prawo hiszpańskie skonstruowane jest w taki sposób, że pozwala zawrócić bez procedury cudzoziemca, wyłącznie wtedy, gdy zostanie on wykryty podczas próby pokonania „elementów powstrzymujących” na granicy. Sąd sprecyzował przy tym, że chodzi o obiekty fizyczne wzniesione przez państwo, takie jak płot czy ogrodzenie. Sama linia morska takim elementem być nie może. Innymi słowy, kto płynie wpław, ma prawo do zwykłej procedury z indywidualnym rozpoznaniem sprawy.
Polskim opisom powyższego orzeczenia umyka zwykle jedna istotna rzecz – sąd nie zakazał push backów jako takich, co często błędnie powtarzane jest w mediach. Skład orzekający wprost zaznaczył, że nic nie stałoby na przeszkodzie stosowaniu trybu natychmiastowego odsyłania, gdyby na morzu ustanowiono fizyczne elementy powstrzymujące. Stąd też 500-metrowa bariera pływająca, montowana przy brzegach Ceuty od 1 sierpnia br. Konstrukcja ta ma nie tylko powstrzymywać przybyszy, ale też przywrócić hiszpańskim służbom możliwość działania wobec nich bezpośrednio na wodzie.
Jednocześnie szerokim echem – także po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej – odbiła się decyzja Pedro Sáncheza, który w kwietniu 2026 roku uruchomił nadzwyczajną procedurę legalizacji cudzoziemców przebywających do tej pory w Hiszpanii bez uregulowanego statusu. Nabór zamknięto 30 czerwca 2026 roku z liczbą złożonych wniosków przekraczającą 1,1 mln, czyli ponad dwukrotnie więcej niż pierwotnie zakładane 500 tysięcy. Warunkiem skorzystania z procedury było udokumentowanie wjazdu do Hiszpanii i co najmniej pięciu miesięcy nieprzerwanego pobytu przed 1 stycznia 2026 roku, formalnie więc żaden z lipcowych przybyszów do Ceuty nie mógł już z tej ścieżki skorzystać.
W tym miejscu warto też zadać kłam tezie jakoby tak szeroka akcja legalizacyjna była precedensem lub działaniem właściwym dla lewicowego rządu. Podobne akcje przeprowadzały już rządy socjalistów – Felipe Gonzaleza (1982-1996) i Jose Luisa Rodrigueza Zapatero (2004-2011) – jak i prawicowy rząd José Marii Aznara (1996-2004). Warto podkreślić, że otoczenie międzynarodowe i uwarunkowania wewnętrzne były wówczas bardziej korzystne, a ryzyko kryzysów migracyjnych mniejsze.
Kto podłożył ogień?
Decyzje polityczne i orzeczenia sądowe czasem służą wzmocnieniu odporności państwa, a czasem prowadzą do uwypuklenia jego słabości i są niczym beczka prochu, podłożona pod publiczną stabilność. Zarówno informacja o wyroku Sądu Najwyższego z 29 czerwca, jak i wiadomości o nadzwyczajnych rozwiązaniach w polityce migracyjnej Hiszpanii szeroko rezonowały w marokańskim Internecie. Nagłe nasilenie przekazu dotyczącego tych kwestii, bezpośrednio poprzedzające wybuch kryzysu w Ceucie, może sugerować, że ktoś świadomie wykorzystał temat, dostrzegając podatny grunt do podsycenia napięć.
Na kilka dni przed wydarzeniami z 30 lipca br. w mediach społecznościowych zaczęły krążyć się mapy, nagrania oraz szczegółowe instrukcje wyjaśniające, jak dotrzeć na Ceutę z różnych regionów Maroka. Tworzono grupy zachęcające do prób sforsowania hiszpańskiej granicy morskiej. Już w czasie eskalacji kryzysu na TikToku zdobywały popularność filmy młodych ludzi świętujących przekroczenie granicy, a w przygranicznym mieście Fnideq handlowano na potęgę piankami do nurkowania.
Równolegle rozpowszechniano zmanipulowaną interpretację wspomnianego wyroku Sądu Najwyższego, sprowadzoną do prostej obietnicy: kto dopłynie wpław, ten w pełni legalnie zostanie w Hiszpanii. Do tego na temat kwietniowej decyzji pojawiały się równie fałszywe informacje sugerujące, że Hiszpania wciąż prowadzi otwartą i bezwarunkową legalizację osób przybywających na jej terytorium nielegalnie.
Czy była to zorganizowana kampania?
Do dziś nie ustalono jednoznacznie czy omawiane wydarzenia były elementem zorganizowanej operacji hybrydowej ze strony Maroka. Eksperci wskazują na czynniki, które świadczą o tym, że ruch w sieci nie był naturalny, a hiszpańskie służby badają jego pochodzenie.
Tak, masowa akcja dezinformacyjna padała na podatny grunt. Bezrobocie młodych Marokańczyków sięga 36%, a ponad połowa osób poniżej 35. roku życia deklaruje gotowość do emigracji. Jesienią 2025 roku przez kraj przeszła fala protestów GenZ 212, podczas których domagano się m.in. budowy szpitali zamiast stadionów na mundial, który nota bene będzie współorganizowany przez Maroko, Hiszpanię i Portugalię w 2030 roku. Rezerwuar potencjalnej fali migracyjnej był więc stosunkowo duży, a wspomniany wyrok i procedura legalizacji stały się wygodnym narzędziem do uruchomienia kaskady dezinformacyjnej, która mogłaby wprawić ten mechanizm w ruch.
Istotne jest, że pas nadbrzeżny między marokańskim Fnideq a granicą pozostaje pod ścisłą kontrolą służb, dlatego zgromadzenie się tam dziesiątek tysięcy osób bez wiedzy i co najmniej biernego przyzwolenia władz byłoby trudne do wyobrażenia. Kluczowe znaczenie miało więc przyzwolenie na próby sforsowania granicy, które potencjalni migranci otrzymali ze strony własnego państwa. Reuters, agencja EFE i Associated Press odnotowały, że marokańskie siły pomocnicze w kluczowych dniach kryzysu wycofały się z posterunków wzdłuż ogrodzeń granicznych. Reporterzy lokalnego „El Faro de Ceuta” relacjonowali, że widzieli marokańskich wojskowych zachęcających młodych ludzi do przekraczania granicy, a cytowany przez France 24 dwudziestosześcioletni Youssef Alaoui twierdził, że służby powtarzały: „idźcie tam”.
Marokański rząd konsekwentnie zaprzecza, jakoby państwo miało związek z wywołaniem kryzysu, obwiniając organizacje przemytnicze. Jednakże w Internecie można znaleźć liczne nagrania, na których wojskowe ciężarówki transportują ludzi pod granicę z Ceutą. Oficjalnie rząd Hiszpanii również odżegnuje się od oskarżeń wobec Maroka i potwierdza wersję przedstawianą przez Rabat. Otwarte pozostaje pytanie, czy stanowisko Madrytu wynika z posiadanych informacji i przekonania o braku zaangażowania marokańskiego państwa czy jest podyktowane innymi względami.
Najostrzejszy głos krytyki w tej sprawie dobiegł zresztą z samego Maroka: Marokańskie Stowarzyszenie Praw Człowieka obarczyło własne państwo odpowiedzialnością polityczną za warunki, które doprowadziły do masowego exodus mieszkańców. Ponadto, oskarżyło Rabat o instrumentalizację migracji do wywierania presji na państwa europejskie i traktowanie cierpienia ubogich jako narzędzia manewrów geopolitycznych.
Jak daleko z Ceuty na Podlasie?
Polskiemu czytelnikowi mechanizm opisany powyżej może wydawać się dobrze znany. Mechanizm ten do złudzenia przypomina działania podejmowane od 2021 roku przez białoruskie służby na polecenie reżimu Alaksandra Łukaszenki, polegające na wywieraniu presji migracyjnej na wschodnią granicę Polski oraz granice państw bałtyckich.
Podczas operacji „Śluza”, polegającej na sprowadzaniu migrantów z Bliskiego Wschodu i innych regionów przez służby białoruskie, a następnie kierowaniu ich ku granicom Polski, Litwy i Łotwy, również wykorzystywano internetową dezinformację do masowego nakłaniania osób z krajów o wysokiej podatności migracyjnej do podjęcia próby przedostania się do Unii Europejskiej. Przedstawiano im wizję lepszego życia oraz bezproblemowej legalizacji pobytu po dotarciu do celu. W obu przypadkach pokonanie kolejnych zabezpieczeń granicznych nie byłoby możliwe bez biernego przyzwolenia, a niejednokrotnie także aktywnego wsparcia ze strony służb państw kontrolujących przepływ ludzi.
Podobieństwo obu sytuacji widoczne jest również w znaczeniu kontekstu politycznego i kalendarza wyborczego. W Polsce wybory parlamentarne odbyły się w 2023 roku, czyli stosunkowo niedługo po rozpoczęciu operacji prowadzonej przez Białoruś. W Hiszpanii natomiast wyborcy udadzą się do urn już w 2027 roku. Perspektywa zbliżających się wyborów parlamentarnych dałaby władzom w Rabacie możliwość oddziaływania na nastroje społeczne oraz kontrolowania debaty publicznej w Hiszpanii w kluczowym momencie cyklu politycznego państwa.
Koszt (braku) solidarności
W przeciwieństwie do Polski i państw bałtyckich, Hiszpania nie otrzymała wsparcia i wyrazów solidarności ze strony pozostałych państw członkowskich UE. Już 31 lipca 22 przywódców państw europejskich – w tym premier Polski Donald Tusk – podpisało list dotyczący instrumentalizacji migracji i wzywający do nadzwyczajnego posiedzenia ministrów spraw wewnętrznych UE w związku z kryzysem w Ceucie. Dokument nie wskazywał jednak bezpośrednio podmiotu odpowiedzialnego za zaistniałą sytuację, jednak podkreślał gotowość do stosowania konkretnych środków takich jak wzmacnianie lub czasowe przywracanie kontroli na granicach wewnętrznych. W praktyce oznaczało to przeniesienie części ciężaru odpowiedzialności za kryzys na państwo będące jego ofiarą. Francja zaostrzyła nadzór na granicy z Hiszpanią, Włochy czasowo przywróciły kontrole graniczne, a Finlandia opowiedziała się za rozważeniem zawieszenia Madrytu w strefie Schengen.
Pedro Sánchez otwarcie skrytykował część państw Unii Europejskiej za brak solidarności. Oskarżył niektóre rządy o „egoistyczną, polaryzującą i bezprawną” reakcję, podkreślając, że zamiast zaoferować Hiszpanii wsparcie, postulowały ograniczenie jej udziału w swobodnym przepływie osób. „Solidarność i empatia są opcjonalne. Szacunek dla europejskich traktatów i danych – nie” – napisał w serwisie X hiszpański premier, publikując zestawienie liczby udokumentowanych przypadków nielegalnych przekroczeń granic w latach 2021-2026. Zwrócił uwagę, że najwyższą liczbę – 478 600 takich przypadków odnotowano we Włoszech, podczas gdy w Hiszpanii było ich „raptem” 234 760.
Warto zauważyć, że reakcje części europejskich przywódców miały znamiona populizmu, pozwalając na uderzanie w dobrze wypróbowane nuty antymigracyjne dla wewnątrzkrajowej popularności. Szczególnie widoczne było to w przypadku rządów o przeciwległych afiliacjach politycznych niż socjalistyczny rząd Pedro Sáncheza, takich jak włoski rząd konserwatywnej Giorgii Meloni. Włoska decyzja o zawieszeniu stosowania zasad Schengen wobec Hiszpanii i zamknięcia granic morskich i lotniczych z tym państwem wyglądała na nieproporcjonalną do zagrożenia, ponieważ sama Ceuta… nie znajduje się w strefie Schengen. Kontrole graniczne przeprowadza się dopiero przy wyjeździe z miasta w kierunku Hiszpanii kontynentalnej (najczęściej promem). Dopiero po dotarciu na kontynent możliwe jest korzystanie z zasad swobodnego przemieszczania się obowiązujących w UE.
Czynnik amerykański
Ostatnim istotnym aktorem międzynarodowym w tej układance – a być może również kluczem do jego zrozumienia – pozostają Stany Zjednoczone. Połączenie przychylności Waszyngtonu wobec Rabatu z bezprecedensowym napięciem między administracją Donalda Trumpa a obecnym rządem Hiszpanii stawia Maroko w wyjątkowo korzystnym położeniu. Taka konfiguracja może częściowo wyjaśniać, dlaczego Rabat pozwala sobie dziś na działania bardziej zdecydowane niż kiedykolwiek wcześniej.
W Waszyngtonie Maroko postrzegane jest jako wzorowy i przewidywalny sojusznik. Jako pierwsze państwo uznało ono w 1777 roku niepodległość USA, a podpisany dziewięć lat później traktat o pokoju i przyjaźni jest najdłużej nieprzerwanie obowiązującym traktatem w historii amerykańskiej dyplomacji. Od 2004 roku Maroko posiada status głównego sojusznika Stanów Zjednoczonych spoza NATO. Cyklicznie przeprowadzane są wspólne manewry wojskowe, a w kwietniu w Pentagonie podpisano mapę drogową współpracy obronnej na lata 2026–2036.
Fundamentalne znaczenie dla obecnej pozycji Rabatu ma jednak osobisty wymiar relacji z Donaldem Trumpem a królem Muhammadem VI. W grudniu 2020 roku Maroko przystąpiło do Porozumień Abrahamowych i znormalizował stosunki z Izraelem, pomagając zrealizować Trumpowi sztandarowy projekt polityki zagranicznej jego pierwszej kadencji. W zamian administracja amerykańska uznała marokańską suwerenność nad Saharą Zachodnią, co było decyzją o ogromnym znaczeniu strategicznym dla Rabatu.
Także w trakcie obecnej kadencji Donalda Trumpa marokańskie władze konsekwentnie zabiegają o utrzymanie bliskich relacji z prezydentem USA, umiejętnie odwołując się przy tym do jego ambicji i potrzeby uznania. Przykładem jest zaangażowanie Rabatu w inicjatywy promowane przez Trumpa, w tym Radę Pokoju. Jeszcze bardziej wymowny gest nastąpił pod koniec lipca br., zaledwie kilka dni przed wybuchem kryzysu w Ceucie. Król Maroka ogłosił wówczas, że strategiczna autostrada o długości ponad tysiąca kilometrów, przebiegająca między innymi przez sporne obszary Sahary Zachodniej, otrzyma nazwę… „President Donald J. Trump Highway”.
Równolegle Waszyngton pozostaje w otwartym konflikcie z Madrytem. Hiszpania jako jedyny członek NATO otwarcie odmówiła przyjęcia celu zakładającego przeznaczanie 5% PKB na obronność i wydatki związane z bezpieczeństwem. Nie zgodziła się też na wykorzystanie baz bazy morskiej Rota w prowincji Kadyks oraz bazy lotniczej Morón pod Sewillą w wojnie z Iranem, o co prosiła administracja amerykańska. Trump dwukrotnie zapowiadał zerwanie stosunków handlowych z Hiszpanią – ignorując fakt, że polityka handlowa pozostaje kompetencją Unii Europejskiej w ramach jednolitego rynku. Nazwał też Madryt “fatalnym partnerem” w NATO. Istotnym źródłem napięć pozostaje również polityka Hiszpanii wobec konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Madryt potępił zbrodnie wojenne Izraela popełniane w Strefie Gazy i wycofał ambasadora z Tel Awiwu. Jednocześnie władze Hiszpanii krytykowały interwencję USA w Wenezueli, a także stanowczo odmówiły udziału w Radzie Pokoju.
Nie może dziwić fakt, że w odpowiedzi na kryzys migracyjny w Ceucie administracja Donalda Trumpa skierowała ostrze propagandowe przeciw Madrytowi a nie Rabatowi. Departament Stanu USA wydał oświadczenie obarczające rząd Hiszpanii odpowiedzialnością za „celowe wysiłki umożliwiające i ułatwiające masową nielegalną migrację do Europy”, a Biały Dom – ustami rzeczniczki Anny Kelly – uderzył w rząd Sancheza i obarczył winą za sytuację „skrajnie lewicową, globalistyczną politykę”. Stwierdzono, że Hiszpania powinna zmienić kurs „albo ryzykuje własny upadek”. Co więcej, 1 sierpnia br. Ambasada Stanów Zjednoczonych w Maroku opublikowała oświadczenie Donalda Trumpa, w którym prezydent ponownie potwierdził poparcie USA dla marokańskiej suwerenności, uznał prawo Rabatu do władania Saharą Zachodnią oraz stwierdził, że wszystkie dyskusje w tej sprawie mają się zakończyć, ponieważ jest to „jedyne akceptowalne rozwiązanie”.
Nie ma dowodów wskazujących na udział Stanów Zjednoczonych w wydarzeniach w Ceucie. Zbieżność okoliczności oraz późniejsza reakcja Waszyngtonu pokazują jednak, że kryzys rozegrał się w środowisku wyjątkowo sprzyjającym interesom Maroka, a polityczne wsparcie USA mogło ośmielić Rabat do podjęcia działań bardziej zdecydowanych niż zazwyczaj.
Niezależnie od tego, czy posunięcia marokańskich władz były w jakikolwiek sposób konsultowane z Waszyngtonem, amerykańska dyplomacja szybko wykorzystała rozwój wydarzeń do wyraźnego zasygnalizowania swojego stanowiska wobec najważniejszych aktorów w regionie.
Wnioski
Na oficjalne potwierdzenie rzeczywistego przebiegu wydarzeń zapewne nie ma co liczyć. Rabat konsekwentnie zaprzecza swojemu zaangażowaniu, a Madryt nie ma dziś interesu w otwartym oskarżaniu sąsiada. Więcej niż komunikaty obu stolic może więc powiedzieć rozwój wydarzeń w najbliższych miesiącach.
Pierwszym punktem kontrolnym będzie październikowa wizyta Pedra Sáncheza w Algierze, zapowiadana jako pierwsze od ośmiu lat spotkanie wysokiego szczebla. Jeśli odbędzie się zgodnie z planem, będzie to znaczyło, że Hiszpania kursu nie zmieniła. Jeśli zostanie okrojone, przełożone albo dyskretnie zdegradowane do poziomu ministerialnego, poznamy prawdziwy kurs wymiany: ile kosztuje jedna suwerenna decyzja dyplomatyczna, w przeliczeniu na ludzi w wodzie.
Drugim punktem kontrolnym będzie 31 października, gdy Rada Bezpieczeństwa ONZ ma odnowić mandat misji MINURSO w Saharze Zachodniej. Jest to jedyny moment w roku, w którym pozycja Maroka w sprawie tego terytorium podlega realnej międzynarodowej weryfikacji.
Trzecim testem będą konkluzje zapowiadanej nadzwyczajnej Rady ministrów spraw wewnętrznych Unii Europejskiej. Kluczowe okaże się to, czy słowo „instrumentalizacja” zostanie wreszcie uzupełnione o wskazanie podmiotu odpowiedzialnego.
Czwartym, najbardziej prozaicznym będzie zachowanie marokańskich sił pomocniczych – czy wrócą na posterunki wzdłuż ogrodzenia i czy zostaną tam na stałe, niezależnie od napięć dyplomatycznych.
Warto również obserwować, czy pojawią się informacje o hiszpańskich naciskach na ograniczenie roli Maroka jako jednego ze współgospodarzy mistrzostw świata w 2030 roku. Wbrew pozorom, w przypadku społeczeństwa tak zakochanego w futbolu jak Marokańczycy, może to być skuteczny środek nacisku na władzę chcącą trzymać w ryzach niezadowolenie społeczne.
Pewne wnioski są jednak dostępny już dziś i dotyczą całej Europy. Ten sam mechanizm instrumentalizacji migracji zastosowany na wschodzie kontynentu doczekał się nazwania sprawcy, sankcji, wsparcia operacyjnego i wspólnotowej reakcji, a przede wszystkim – solidarności. Gdy podobny schemat pojawił się kilka lat później na południu, reakcja była zasadniczo odmienna. Państwo dotknięte kryzysem zostało w oczach wielu partnerów uznane nie tyle za jego ofiarę, ile za współsprawcę, a mimo apeli o pomoc obciążono je politycznymi i gospodarczymi konsekwencjami całego incydentu.
Tego typu obrót sprawy jest szczególnie niebezpieczny dla naszego państwa, ponieważ Polska wciąż narażona jest na działania hybrydowe ze strony Białorusi i Rosji. Każde osłabienie europejskiej solidarności zmniejsza prawdopodobieństwo skutecznej wspólnotowej reakcji w sytuacji, gdy to Warszawa ponownie stanie się celem presji migracyjnej.
Trudno dziś zakładać, że Hiszpania byłaby wówczas skłonna udzielić Polsce takiego wsparcia, którego sama wcześniej nie otrzymała.
Kryzys w Ceucie unaocznił również, jak trudne stało się położenie rządu Pedra Sáncheza i samej Hiszpanii na arenie międzynarodowej. Próby balansowania między Algierią a Marokiem są dziś bardziej ryzykowne niż zwykle z powodu trzech nakładających się okoliczności.
Po pierwsze, Maroko dysponuje instrumentem, którego nie da się ani zastąpić, ani obejść, a mianowicie faktyczną kontrolą nad przepływem ludzi przez Cieśninę Gibraltarską oraz granice hiszpańskich eksklaw. Potencjalnie każdy gest Madrytu wobec Algieru może być niemal natychmiast skontrowany.
Po drugie, Waszyngton, który w podobnych sytuacjach bywał dla Hiszpanii hamulcem bezpieczeństwa, dziś znajduje się po przeciwnej stronie barykady. Departament Stanu, obwiniając o spowodowanie kryzysu Madryt – zamiast Rabatu – pokazał, że członkostwo w tym samym sojuszu nie gwarantuje już nawet neutralności.
Po trzecie, europejscy partnerzy nie wykazują większej gotowości, by wypełnić powstałą lukę i wesprzeć Hiszpanię w sporach z południowymi sąsiadami. Wobec rządu Sáncheza mają własną listę zastrzeżeń: odmowę przyjęcia celu pięcioprocentowych wydatków na obronność, masową legalizację pobytu migrantów oraz samodzielny, krytyczny kurs wobec Izraela i Stanów Zjednoczonych.
W tej sytuacji Hiszpania zmuszona jest znaleźć nowy model funkcjonowania w regionie Północnej Afryki, tak by kontrola nad własną granicą przestała być funkcją cudzej dobrej woli nie mogła być wykorzystywana jako przedmiot politycznego szantażu.
Igor Miśta – prawnik, absolwent prawa i stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się na problematyce bezpieczeństwa międzynarodowego oraz współpracy gospodarczo-infrastrukturalnej, ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowej i Wschodniej.



