Na wstępie przyznam, że byłem zaskoczony wspólną konferencją premiera Donalda Tuska oraz profesor Barbary Mróz-Gorgoń, dotyczącej powołania jej na stanowisko pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polski. O dziwo żadne polityczne napięcie w koalicji rządzącej nie wskazywało potrzeby dodania nowego sekretarza stanu w ramach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, więc można uznać że taka decyzja pochodziła z kręgów samego premiera. Nie zamierzam jednak jej oceniać przez pryzmat marketingowych zagrań środowiska premiera Tuska, lecz realnej potrzeby koordynacji i wzmacniania miękkiego oddziaływania Polski w stosunkach międzynarodowych.

Autor: dr Michał Rulski
W związku z powyższym chciałbym skupić się właśnie na tym aspekcie i ocenić, czy misja profesor Mróz-Gorgoń, rozpoczęta rok przed wyborami, mogła przynieść mierzalne efekty, a także dlaczego nawet najlepsze sprawowanie takiej funkcji mogło okazać się niewystarczające – choćby do uporządkowania źródeł i form przekazu dotyczącego Polski w relacjach z innymi graczami międzynarodowymi, w tym z naszymi kluczowymi partnerami. Warto przy tym podkreślić, że nawet w obliczu rezygnacji wspomnianej osoby w aurze skandalu powinniśmy koncentrować się przede wszystkim na istocie problemów instytucjonalnych, a nie na personaliach.
Na temat istoty soft power, brandingu narodowego oraz wdrażania poszczególnych narzędzi dyplomacji publicznej powstało wiele prac naukowych i raportów, które kształtują sposób rozumienia oraz interpretowania zachowań kluczowych graczy globalnych. Warto przy tym zaznaczyć, że wszystkie przytoczone pojęcia nie są synonimami, choć można je zakwalifikować do tej samej kategorii sposobów budowania i wykorzystywania potęgi w stosunkach międzynarodowych. Punktem wyjścia są tu przełomowe prace Josepha Nye’a, twórcy pojęcia soft power i wpływowego analityka związanego ze środowiskiem Partii Demokratycznej w USA. Jednocześnie, patrząc na polskie podwórko, odczuwam niemal niespotykaną radość, gdy którykolwiek z decydentów zaczyna używać w oficjalnych wystąpieniach wspomnianych wyżej pojęć. Czasem mam wręcz wrażenie, jakby zapoznał się z moim doktoratem lub innymi analizami naukowymi… Ta radość szybko jednak ustępuje miejsca rozczarowaniu. Wiem bowiem, że polityk często stara się w ten sposób stworzyć wizerunek profesjonalisty, nie rozumiejąc przy tym rzeczywistego znaczenia używanych pojęć ani tego, jakie konkretne działania powinny z nich wynikać.
W obecnej erze globalnego przepływu informacji oraz ich natłoku – co oczywiście utrudnia odbiorcom prawidłową percepcję rzeczywistości – każdy podmiot polityczny, w tym państwo narodowe, zorganizowane społeczeństwo, region, miasto, organizacja międzynarodowa czy NGO, buduje własny przekaz i wizerunek, który staje się trwałą wartością w relacjach zewnętrznych. Dotyczy to również podmiotów, które ze względu na swoją charakterystykę operują jedynie w określonym podsystemie stosunków międzynarodowych, np. gospodarczym czy społecznym, nie dysponując zasobami ani wolą do odgrywania istotnej roli np. w sferze bezpieczeństwa, bądź też są przypisane wyłącznie do systemu regionalnego, gdyż nie mają ambicji lub możliwości efektywnego oddziaływania w większej skali.
Dlatego też oczywiste jest, że Polska, będąca członkiem rozpoznawalnych i stabilnych struktur międzynarodowych, takich jak Unia Europejska czy Sojusz Północnoatlantycki, a zarazem 20. gospodarką świata, powinna realnie zintensyfikować i zintegrować działania przynajmniej w wymiarze brandingu narodowego, opierając je na sferze gospodarczej, tak aby zyskać jak najwięcej w globalnym systemie ekonomicznym, a przynajmniej na Jednolitym Rynku Europejskim. W tej płaszczyźnie stosunkowo łatwo będzie można wykazać potencjalne sukcesy, odwołując się do wskaźników makroekonomicznych, takich jak wzrost PKB, poziom importu i eksportu czy przyciąganie oraz realizacja bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Tym niemniej Polska również w tym aspekcie oddziaływania międzynarodowego ma jeszcze wiele do zrobienia, poczynając od umacniania i pełniejszego wykorzystywania tzw. championów narodowych, nawet jeżeli będą to przede wszystkim spółki Skarbu Państwa pozostające pod kontrolą polityczną.
Zastanawiająca będzie tutaj intensyfikacja inwestycji w sektor zbrojeniowy, w tym wykorzystanie środków z Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy (SAFE). Osobną, lecz również istotną kwestią w tej problematyce jest skuteczniejsze wykorzystywanie dostępnych instrumentów i placówek dyplomatycznych do promocji polskich podmiotów gospodarczych, a także nawiązywania nowych relacji na nowych rynkach. Problem ten w zapomnianej już Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 r.) poruszał – wówczas wicepremier ds. rozwoju – Mateusz Morawiecki. W dokumencie podkreślono znaczenie „Ekspansji zagranicznej”, zwracając wówczas uwagę na brak wyspecjalizowanego podmiotu, który oddolnie wspierałby polskich eksporterów. Postawionym celem miało być zwiększenie umiędzynarodowienia polskiej gospodarki, przy czym można dyskutować o efektywności podjętych reform, w tym powstałej sieci Zagranicznych Biur Handlowych w ramach Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, które zastąpiły Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji. Wiąże się to również z dyskusją na temat zmiany roli samych ambasad, które często koncentrują się przede wszystkim na klasycznej dyplomacji, nie stając się pierwszymi lobbystami polskiego interesu gospodarczego u danego partnera.
Jakby nie patrzeć, proces tworzenia oraz ochrony polskiego wizerunku spoczywa na szeregu instytucji, agencji i ministerstw, posiadających odrębne zwierzchnictwo oraz procesy decyzyjne. Dlatego też Pełnomocnik Rządu ds. promocji marki Polski (czy też osoba z podobną misją, która objęłaby tę funkcję po rezygnacji profesor Mróz-Gorgoń) powinien działać międzysektorowo i międzyresortowo, skupiając się przede wszystkim na pogłębionej analizie dostępnych zasobów oraz zdiagnozowaniu głównych barier w osiągnięciu narodowej synergii tych możliwości, którymi Polska już dysponuje. Dotyczy to nie tylko sektora publicznego, lecz także otoczenia biznesowego, społecznego, kulturalnego, naukowego itd.
Nie możemy przy tym mówić o nieszczęsnych, pozorowanych działaniach, takich jak zapoznanie opinii publicznej z tworem pt. „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”, co niestety doprowadziło do wzmożonej dyskusji wewnętrznej m.in. nad sensem powołania takiego pełnomocnika czy też kosztami przygotowania tego rodzaju „dokumentu”, który niewiele wnosi do dyskusji na temat polskiego soft power. Oczywiście część komentatorów przypomina w tym kontekście inne, również nietrafione wydatki mające w założeniu poprawić polski wizerunek, jak np. część kontrowersyjnych i kosztownych inicjatyw Polskiej Fundacji Narodowej, powołanej właśnie w celu finansowania działań na rzecz promocji Rzeczypospolitej oraz osiągnięć Polaków.
Co gorsza, w całym powyższym dyskursie w ogóle nie pojawiła się refleksja nad tym, aby prawidłowo połączyć sfery twardej i miękkiej potęgi – za koordynowanie których powinien odpowiadać Pełnomocnik – oraz zespolenie ich w inteligentny wymiar oddziaływania w stosunkach międzynarodowych, o czym pisał Paul Cammack, odnosząc się do myśli Josepha Nye’a. W przypadku Polski jest to o tyle istotne, że wydajemy 4,8% PKB na zbrojenia, co również powinno być wykorzystywane wielopłaszczyznowo, m.in. do promocji Polski jako sprawdzonego kontrahenta czy też wiarygodnego i sprawnego partnera handlowego, nie tylko w sektorze militarnym, lecz także w kontekście inwestycji w tym zakresie.
Jak widać, pomimo że rządzący mogą trafnie diagnozować wyzwania i potrzeby w polityce międzynarodowej, i tak często będą stosować działania pośrednie lub pozorowane, zamiast strategicznie przeorientować podległe im instytucje, aby w sposób profesjonalny osiągnąć wyznaczone, długookresowe cele. Powinno to obejmować również refleksję nad naturą samego kreowania wizerunku czy marki państwa, wraz ze zmianą społecznego postrzegania danego narodu lub państwa przez innych.
Powoływanie jakiegokolwiek pełnomocnika bez odpowiednich narzędzi i realnego wpływu na rząd, czy nawet bez możliwości określania kierunków działania, które powinni przyjąć inni ministrowie, jest pozbawione sensu i trywializuje realne wyzwania, z którymi musi się obecnie mierzyć Rzeczpospolita, jeżeli chce być efektywnym graczem w wielopoziomowej rozgrywce międzynarodowej.
Michał Rulski – doktor nauk społecznych w zakresie nauk o polityce. Absolwent politologii oraz europeistyki Uniwersytetu Łódzkiego. Na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego obronił pracę doktorską pt. ,,Soft power Unii Europejskiej po Traktacie z Lizbony”. Zawodowo związany również z Akademią Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi oraz Wyższą Szkołą Finansów i Informatyki im. prof. Janusza Chechlińskiego. Były dziennikarz i urzędnik państwowy.


