Europa wraca z wakacji od historii

Napięcie pomiędzy NATO a Rosją cały czas rośnie od pełnoskalowej napaści na Ukrainę w 2022 roku. Obecnie relacje zaostrzyły się jeszcze bardziej po tym, jak 1 grudnia Admirał Giuseppe Cavo Dragone, przewodniczący komitetu wojskowego NATO, powiedział dziennikowi Financial Times, że państwa członkowskie Sojuszu rozważają przyjęcie bardziej agresywnego podejścia wobec zagrożeń ze strony wojny hybrydowej, którą Rosja prowadzi przeciw Europie. Sytuacja jest bezprecedensowa, gdyż po raz pierwszy w historii NATO rozważa podjęcie działań „proaktywnych, a nie tylko reaktywnych” w odpowiedzi na agresywne zachowania Rosji. W grę mogą wchodzić „prewencyjne” ataki cybernetyczne oraz sabotażowe przeciwko Rosji.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/9c/Prime_Minister_Keir_Starmer_meets_US_President_Donald_Trump_%2854729931499%29.jpg

Nie trzeba było długo czekać na reakcję z Moskwy. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa nazwała komentarze Dragone’a „skrajnie nieodpowiedzialnym krokiem” i oskarżyła NATO o sygnalizowanie gotowości do eskalacji. Wszystko to działo się w tle toczących się rozmów w sprawie „planu pokojowego dla Ukrainy”.

W tym kontekście należy też odczytywać bardzo konfrontacyjne słowa Putina z 2 grudnia, który powiedział: „Nie planujemy wojny z Europą, ale jeśli Europa tego chce i zacznie, jesteśmy gotowi już teraz”. Rosyjski przywódca dodał też, że Europejczycy „są po stronie wojny”. Zaraz po groźbach pod adresem Europy Rosja odrzuciła „plan pokojowy” po pięciu godzinach rozmów z amerykańską delegacją na Kremlu.

USA w żaden sposób nie odniosły się do tych gróźb pod adresem swoich sojuszników. Cała ta sytuacja pozwoliła Rosji osiągnąć szereg długookresowych celów strategicznych. Przede wszystkim pogłębienie nieufności wewnątrz NATO. Być może nie takie były intencje Waszyngtonu, ale takie są realne skutki bo w głowach Europejczyków już od dawna kiełkuje myśl, że na USA można coraz mniej polegać.

Do niedawna stanowiska USA i Europy były zasadniczo zgodne: zwycięstwo Rosji na Ukrainie stanowiłoby nie tylko egzystencjalne zagrożenie dla krajów wschodniej flanki NATO, ale także byłoby katastrofalne w skutkach dla całego sojuszu transatlantyckiego i Stanów Zjednoczonych. Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że wojna na Ukrainie jest w dużej mierze nieistotna dla interesów USA, ponieważ: „mamy po drodze ogromny ocean” i „nie ma to wpływu na Stany Zjednoczone… chyba że skończy się to wojną światową”. Z punktu widzenia Europy bezpieczeństwo Ukrainy i Europy są integralne, a  rosyjska agresja ma na celu zniszczenie europejskiego porządku bezpieczeństwa. I w tym właśnie miejscu drogi USA i Europy się rozchodzą.

„Historia pełna jest wojen, o których każdy wiedział, że nie wybuchną.” J.E. Powell

W czasie swojej 76-letniej historii NATO, czyli Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego zmagała się z wieloma kryzysami, ale żaden nie był tak poważny, jak ten, z którym mierzy się obecnie. Od czasu powrotu na urząd prezydenta USA Donald Trump regularnie kwestionuje dwie podstawowe zasady leżące u podstaw sojuszu: wspólne rozumienie zagrożeń dla NATO oraz niepodzielność bezpieczeństwa wszystkich jego członków.

Bardzo trudno jest obecnie uchwycić wiodące trendy w polityce zagranicznej USA. Nieprzewidywalność wynikająca ze zmiennego i transakcyjnego stylu prezydenta Donalda Trumpa nie ułatwia zadania analityków. Widać jednak coraz wyraźniej, że bezpieczeństwo Europy nie stanowi kluczowego interesu narodowego USA i następuje zerwanie z trwającą od dziesięcioleci wielką strategią amerykańską.

Ważnym wyznacznikiem intencji amerykańskich będzie publikacja National Defense Strategy oraz Global Posture Review. Są to najważniejsze dokumenty dla polityki bezpieczeństwa USA, które określają priorytety obronne i sposób dyslokacji sił zbrojnych USA na świecie. Większość analityków przewiduje zwrot w polityce zagranicznej USA w kierunku półkuli zachodniej oraz Pacyfiku połączony z wycofaniem części wojsk amerykańskich z Europy. Dopiero po opublikowaniu tych dwóch najważniejszych dokumentów strategicznych będzie można stwierdzić co jest tylko teatrem, a co realną polityką.

Niestety pogłębiająca się nieufność pomiędzy Europą i USA jest faktem. Rosja po mistrzowsku rozegrała ostatnią operację „pokój”. Udało jej się zasiać jeszcze większą niepewność co do zaangażowania USA w bezpieczeństwo Europy. Jeżeli celem administracji Trumpa jest europeizacja NATO to właśnie tam prowadzi nas ta droga.

Zasadnicze pytanie brzmi jak daleko ma nas ta droga zaprowadzić? Czy chodzi tylko o to by Europa była bardziej samodzielna i samowystarczalna w ramach NATO pozwalając USA zająć się problemami w innych częściach świata? Czy może jest to stopniowe wygaszanie trwającej od dekad wspólnoty transatlantyckiej?

Drugie, nie mniej ważne z polskiego punktu widzenia pytanie brzmi, czy Europa jest gotowa stanąć na wysokości zadania czy też pozwoli się zastraszyć, podzielić lub przekupić Putinowi bez amerykańskiej protekcji?

Putin grożąc Europie tak naprawdę grozi przede wszystkim Polsce i państwom bałtyckim, w Berlinie i Paryżu ma to jedynie zasiać wątpliwości i rozpocząć kalkulacje strategiczne. Jeżeli Europa przestanie wierzyć w NATO i nie zdąży zorganizować nowej formuły kolektywnej obrony to Rosja osiągnie swój główny cel, czyli rozpad wspólnoty transatlantyckiej. To ułatwi rozprawienie się z podzieloną i zdezorientowaną Europą stolica po stolicy. Putin może dla przykładu użyć wojska wobec tej „bliższej” Europy. Prawdopodobnie z „dalszą” Europą będzie chciał się dogadać. W razie odejścia Amerykanów wzmocniona Rosja z pozycji siły będzie negocjować nowe umowy na ropę i gaz oraz powrót na swoje dawne miejsce w Europie.

Winston Churchill miał powiedzieć kiedyś, że: „Na Amerykanów zawsze można liczyć, że zrobią to, co do nich należy, ale dopiero po tym, jak wypróbują wszystkie inne możliwości”. Czy tak będzie i tym razem? Czy Europa ma czas na to czekać? Europejczycy powinni dać przykład  i stawić czoła wyzwaniom w dziedzinie bezpieczeństwa. Od wspierania Ukrainy po odstraszanie agresywnej Rosji nasz kontynent ma szansę by odzyskać utraconą potęgę lub się zdegenerować i być na łasce innych.

Dr Michał Woźniak – uzyskał tytuł doktora w obszarze nauk społecznych, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego w 2017 roku. Tematem rozprawy doktorskiej była „Polityka bezpieczeństwa USA w latach 2008-2016 i jej wpływ na bezpieczeństwo Polski”.

Dr Michał Woźniak / archiwum prywatne