Zakarpacie dziś to nie „peryferie” relacji ukraińsko-węgierskich, lecz ich najbardziej wrażliwy nerw. Na jednym terytorium krzyżują się tu różne pamięci historyczne, praktyki językowe, modele edukacyjne oraz wielkie interesy geopolityczne. I podczas gdy Kijów i Budapeszt wymieniają ostre sygnały polityczne, to właśnie społeczności przygraniczne każdego dnia płacą cenę eskalacji – w szkole, w przestrzeni medialnej czy w poczuciu bezpieczeństwa.

Autor: prof. Wasyl Ostapiak
Główny przedmiot sporu jest od dawna znany: prawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, przede wszystkim w sferze językowo-edukacyjnej. Według danych Reutersa na terytorium Ukrainy mieszka około 150 tysięcy etnicznych Węgrów, głównie na Zakarpaciu, dlatego każda zmiana zasad jest tam odbierana jako kwestia tożsamości, a nie tylko normy prawnej. Ukraina po ustawie z 2017 roku wprowadzała korekty (również w 2023 roku), a Unia Europejska równolegle naciska na pełną implementację planu działań dotyczącego mniejszości, zatwierdzonego w maju 2025 roku.
Stąd polityczna ostrość: temat zakarpacki już dawno wyszedł poza format dwustronny i stał się częścią architektury negocjacyjnej akcesji Ukrainy do UE. Węgry blokują rozpoczęcie kolejnego etapu negocjacji (format klastrowy), który wymaga jednomyślności 27 państw. Dlatego jesienią 2025 roku europejscy urzędnicy byli zmuszeni prowadzić wręcz „dyplomację terenową” w Użhorodzie, pracując bezpośrednio z lokalnymi wspólnotami mniejszościowymi. Jednak w 2025 roku spór humanitarny niebezpiecznie zlał się z kwestiami bezpieczeństwa. Po oświadczeniach Kijowa o ujawnieniu siatki powiązanej z węgierskim wywiadem wojskowym strony wymieniły się wydaleniami dyplomatów; strona ukraińska twierdziła, że zainteresowanie dotyczyło m.in. informacji obronnych na Zakarpaciu. Na tym tle zaplanowane konsultacje w Użhorodzie zostały odłożone – co stało się symbolem tego, jak nieufność zaczęła zastępować negocjacje.
Jesienią konflikt przeniósł się także do sfery informacyjnej: po ukraińskich ograniczeniach wobec części zasobów, które w Kijowie uznano za nośniki prorosyjskich narracji, Budapeszt zablokował 12 ukraińskich portali informacyjnych. Lustrzana logika „ty mnie – ja tobie” w sferze mediów jest dla regionu przygranicznego szczególnie destrukcyjna, ponieważ mnoży nieufność między społeczeństwami szybciej niż jakiekolwiek dyplomatyczne komunikaty prasowe.
Co istotne, część przedstawicieli społeczności węgierskiej mieszkającej na terytorium Ukrainy publicznie przyznawała, że mimo konfliktowości proces zmierza we właściwym kierunku. W UE dyskutowano już nawet niestandardowe podejścia proceduralne, aby węgierska blokada nie sparaliżowała całego toru negocjacyjnego Ukrainy. Oznacza to, że rozwiązanie jest możliwe wyłącznie w potrójnym formacie: lokalne zaufanie, dwustronna odpowiedzialność oraz twardy europejski monitoring realizacji zobowiązań.
Dla Kijowa kluczowe jest – nie ustępując w kwestii suwerenności – udowodnić w praktyce, że prawa mniejszości działają nie na poziomie deklaracji, lecz w konkretnych instytucjach: w szkole, w szpitalu czy w organach samorządu lokalnego. Dla Budapesztu kluczowe jest przestać przekształcać kwestię humanitarną w uniwersalne narzędzie politycznego weta. Dla Zakarpacia kluczowe jest z kolei wyjść z roli „buforu konfliktu” i odzyskać rolę mostu między kulturami, gdzie bezpieczeństwo i wielojęzyczność nie są ze sobą sprzeczne, lecz wzajemnie się wzmacniają.
Nie należy przy tym zapominać o pogłębiającej się zależności Węgier od Rosji – zwłaszcza w dziedzinie energetyki jądrowej. Projekt elektrowni jądrowej „Paks II” coraz bardziej wygląda nie jak czysto energetyczna inwestycja, lecz jak instrument długofalowego politycznego wpływu Kremla na UE, ponieważ jego model opiera się na rosyjskich technologiach i architekturze kredytowej. Zamiast priorytetowego inwestowania w efektywność energetyczną i odnawialne źródła energii Węgry w istocie wchodzą w 60-letnią zależność od rosyjskiego paliwa, serwisu i finansowania, a więc w długi cykl strategicznej podatności. To czyni Budapeszt zakładnikiem „Rosatomu”, a wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 2026 roku uchylający zgodę na pomoc państwa z powodu problemów z weryfikacją przestrzegania zasad zamówień publicznych dodatkowo wzmacnia pytania o przejrzystość i bezpieczeństwo modelu. W tym kontekście krytycy projektu mówią również o ryzykach bezpieczeństwa radiacyjnego dla Europy Środkowo-Wschodniej. Pochwała ze strony dyrektora generalnego MAEA Rafaela Grossiego, który podczas ceremonii wylania pierwszego betonu nazwał ten dzień „wielkim” dla Węgier, Rosji i współpracy jądrowej, w takim kontekście wygląda na niebezpieczną pobłażliwość, podczas gdy Europa powinna domagać się zakończenia polityki podwójnych standardów, ponieważ bezpieczeństwo jądrowe nie może być przedmiotem politycznych kompromisów, zwłaszcza gdy krytycy nazywają ten beton „wadliwym”. I wreszcie, bez aktywnego udziału Polski jako kluczowego partnera regionalnego i mediatora rozwiązanie kwestii węgierskiej będzie niezwykle trudne.
Właśnie dlatego opisywany problem jest tak złożony: od dawna nie dotyczy już wyłącznie języka czy edukacji, lecz prawa weta w procedurze przystąpienia Ukrainy do UE, gdzie potrzebne jest poparcie wszystkich 27 państw, a Budapeszt blokuje dalszy postęp. Zaufanie dodatkowo podkopuje nałożenie się sporu humanitarnego na incydenty bezpieczeństwa i informacyjne między Kijowem a Budapesztem, co przenosi dyskusję z płaszczyzny technicznej na polityczno-konfrontacyjną. Rola Polski jest tu kluczowa, ponieważ ma ona jednocześnie polityczną wagę w UE oraz roboczy kanał zaufania z Ukrainą, a w ramach trio prezydencji Rady UE właśnie rozszerzenie i bezpieczeństwo zostały określone jako wspólny priorytet. Ponadto Polska jest krytycznym węzłem logistycznym dla wsparcia wojskowego Ukrainy oraz jednym z głównych szlaków „Solidarity Lanes”, dlatego obiektywnie jest zainteresowana deeskalacją na kierunku zakarpackim i praktycznym kompromisem między Kijowem a Budapesztem.
Nie ulega wątpliwości, że bez aktywnej polskiej mediacji, technicznego wsparcia negocjacji oraz presji politycznej na poziomie UE odblokowanie „kwestii węgierskiej” będzie niezwykle trudne.
Wasyl Ostapiak – dr hab., profesor w Katedrze Zarządzania i Administracji Publicznej Państwowego Uniwersytetu Technicznego Nafty i Gazu w Iwano-Frankiwsku (Iwano-Frankiwsk, Ukraina)


