Europa od dawna postrzega kulturę jako przestrzeń dialogu. Koncert, wystawa, pokaz filmowy, kurs językowy czy debata naukowa są zazwyczaj traktowane jako okazja do lepszego wzajemnego zrozumienia, przezwyciężania napięć politycznych oraz podtrzymywania więzi międzyludzkich nawet w najtrudniejszych okresach historii. Co jednak dzieje się wtedy, gdy kultura przestaje być pomostem między społeczeństwami i staje się narzędziem wpływu politycznego?

Autor: prof. Wasyl Ostapiak
Kwestia działalności rosyjskiej sieci tzw. „miękkiej siły” w Niemczech wykracza daleko poza dyskusję o funkcjonowaniu pojedynczego ośrodka kultury w Berlinie. Dotyczy znacznie szerszego problemu: czy współczesna demokracja potrafi rozpoznać zagrożenie, jeśli nie przybiera ono formy militarnej, lecz występuje pod postacią sztuki, pomocy humanitarnej, dialogu społecznego, ochrony rodaków czy retoryki pokojowej?
Przedstawione do analizy informacje opisują Rosyjski Dom Nauki i Kultury w Berlinie nie tylko jako instytucję kulturalną, lecz także jako jeden z kluczowych elementów rozbudowanego systemu rosyjskich wpływów. Jednocześnie twierdzenia dotyczące poszczególnych osób, organizacji, domniemanych powiązań ze służbami specjalnymi oraz mechanizmów finansowania wymagają niezależnej, udokumentowanej weryfikacji przez właściwe organy i dziennikarzy. Nawet bez ostatecznych ustaleń prawnych sam model działalności przedstawiony w materiale zasługuje na poważną analizę i debatę publiczną.
Wojna, której Europa wciąż nie nauczyła się dostrzegać
Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie pokazała, że współczesna wojna rozpoczyna się na długo przed pierwszymi strzałami. Przenika do przestrzeni informacyjnej, partii politycznych, organizacji społecznych, uniwersytetów, mediów, ośrodków kultury, sieci społecznościowych oraz środowisk migracyjnych.
Czołgi można dostrzec na zdjęciach satelitarnych. Starty rakiet rejestrują systemy wczesnego ostrzegania. Operacje finansowe monitorują banki. Znacznie trudniej jednak uchwycić moment, w którym wydarzenie kulturalne zaczyna pełnić funkcję polityczną, hasło antywojenne staje się narzędziem nacisku politycznego, a działalność humanitarna służy budowaniu zależności lub lojalności.
Na tym właśnie polega specyfika oddziaływania hybrydowego. Jego uczestnicy nie zawsze otwarcie nawołują do poparcia Kremla. Znacznie częściej apelują o „wysłuchanie drugiej strony”, „przywrócenie dialogu”, „powstrzymanie eskalacji”, „niedopuszczenie do wielkiej wojny” czy „oddzielenie kultury od polityki”. W oderwaniu od kontekstu takie hasła mogą brzmieć całkowicie humanitarnie. Jednak – jak wskazują liczne badania dotyczące operacji informacyjnych – w określonych okolicznościach tego rodzaju narracja może służyć realizacji konkretnych celów politycznych: osłabieniu wsparcia dla Ukrainy, rozmyciu odpowiedzialności państwa-agresora oraz stworzeniu warunków do normalizacji relacji z Rosją bez usunięcia przyczyn wojny.
W takim ujęciu coraz częściej nie mówi się już o klasycznej „miękkiej sile”, która buduje atrakcyjność państwa poprzez kulturę, edukację i wartości. Coraz częściej kultura staje się narzędziem wpływu wykorzystującym otwartość społeczeństw demokratycznych do realizacji celów polityki zagranicznej. Ta właśnie przemiana znajduje się dziś w centrum zainteresowania europejskich rządów, ekspertów ds. bezpieczeństwa oraz badaczy zagrożeń hybrydowych.
Rosyjski Dom jako symbol europejskiego paradoksu
Istnienie dużego rosyjskiego przedstawicielstwa kulturalnego w Berlinie w czasie pełnoskalowej wojny stało się symbolem paradoksu, z którym mierzy się dziś Europa.
Z jednej strony europejskie demokracje nie mogą i nie powinny naśladować metod państw autorytarnych. Wolność słowa, wolność zrzeszania się, autonomia akademicka oraz pluralizm kulturowy stanowią fundament europejskiej cywilizacji. Nie można ich zawieszać za każdym razem, gdy pojawia się zagrożenie polityczne.
Z drugiej strony wolność nie oznacza bezbronności. Demokracja ma prawo odróżniać autentyczny dialog społeczny od skoordynowanych zagranicznych operacji wpływu. Dyplomacja kulturalna nie może automatycznie korzystać z moralnego immunitetu tylko dlatego, że posługuje się językiem sztuki, pamięci historycznej czy współpracy humanitarnej.
Jeżeli działalność danej instytucji jest kontrolowana przez struktury państwowe kraju-agresora, jeżeli jej pracownicy wykorzystują status dyplomatyczny do unikania właściwej kontroli prawnej, a sieć organizacji partnerskich promuje skoordynowane narracje polityczne, wówczas przed Europą staje zasadnicze pytanie: gdzie kończy się działalność kulturalna, a zaczyna ukryta ingerencja polityczna?
Odpowiedź na to pytanie zadecyduje nie tylko o przyszłości jednego ośrodka w Berlinie. Ukształtuje również zasady ochrony całej europejskiej przestrzeni demokratycznej.
Sieć jest ważniejsza niż budynek
Błędem byłoby sprowadzanie problemu wyłącznie do działalności Rosyjskiego Domu. Nawet zamknięcie pojedynczej instytucji nie zlikwiduje całej sieci, jeśli została ona już rozproszona pomiędzy organizacje społeczne, projekty medialne, fundacje charytatywne, platformy analityczne, struktury prawne oraz nieformalne grupy.
To właśnie sieciowy charakter sprawia, że współczesny rosyjski system oddziaływania pozostaje odporny na pojedyncze działania. Jeden ośrodek organizuje wydarzenia kulturalne. Inny pracuje z rosyjskojęzyczną diasporą. Kolejny promuje korzystne dla Moskwy tezy w środowisku eksperckim. Następny pomaga omijać ograniczenia wynikające z sankcji. Jeszcze inny zdobywa zaufanie migrantów poprzez pomoc prawną i codzienne doradztwo, podczas gdy kolejna organizacja wykorzystuje retorykę pacyfistyczną do formułowania postulatów zakończenia wsparcia dla Ukrainy.
Na pierwszy rzut oka między takimi podmiotami może nie być widocznych powiązań. Każdy z nich posiada własną osobowość prawną, kierownictwo, profil działalności i grupę odbiorców. Ich aktywność może jednak tworzyć spójną całość o charakterze politycznym. Jej celem nie musi być przekonanie większości Niemców do popierania Rosji. Z perspektywy Kremla wystarczające może okazać się osiągnięcie innych efektów: wzmacnianie wątpliwości, pogłębianie podziałów społecznych, narastanie zmęczenia wojną, podważanie wiarygodności ukraińskich instytucji oraz uczynienie dalszego wsparcia dla Kijowa politycznie nieopłacalnym.
W państwie demokratycznym nie trzeba zdobywać poparcia całej opinii publicznej. Czasami wystarczy zmobilizować aktywną mniejszość, stworzyć wrażenie powszechnego niezadowolenia i zwiększyć presję na polityków w okresie poprzedzającym wybory.
Pokój jako narzędzie wojny
Szczególnie niebezpieczne jest wykorzystywanie retoryki antywojennej. Niemieckie społeczeństwo posiada złożoną pamięć historyczną, głęboką nieufność wobec militaryzmu oraz silną tradycję ruchów pacyfistycznych. Są to wartości zasługujące na szacunek. Właśnie dlatego stają się one dogodnym celem manipulacji.
Kremlowska propaganda stara się przekonać Europejczyków, że pokój zależy przede wszystkim od zaprzestania pomocy dla Ukrainy. W tej logice broń przekazywana państwu broniącemu się przedstawiana jest jako przyczyna przedłużania wojny, natomiast żądanie wycofania się agresora z okupowanych terytoriów schodzi na dalszy plan.
W ten sposób dochodzi do niebezpiecznej zamiany pojęć. Pokój przestaje oznaczać przywrócenie sprawiedliwości, poszanowania prawa międzynarodowego i bezpieczeństwa. Zaczyna natomiast oznaczać zgodę na skutki przemocy. Pokój oparty na prawie silniejszego nie kończy jednak wojny. Jedynie odracza jej kolejną fazę. Jeżeli Europa zaakceptuje zasadę, zgodnie z którą agresor może siłą zmieniać granice, a następnie – za pomocą kampanii informacyjnych – zmuszać ofiarę do rezygnacji z oporu, stanie się to sygnałem nie tylko dla Rosji. Taki precedens będzie uważnie analizowany przez wszystkie autorytarne reżimy świata.
Migranci jako nowe pole walki
Osobny obszar działalności opisanej sieci dotyczy pracy z migrantami oraz ukraińskimi uchodźcami. To właśnie ten kierunek może stać się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla Europy w nadchodzącej dekadzie.
Osoba, która znalazła się w obcym kraju, często doświadcza zagubienia, bariery językowej, trudności materialnych oraz niepewności prawnej. Pomoc w znalezieniu mieszkania, załatwieniu dokumentów, uzyskaniu świadczeń socjalnych czy porad prawnych buduje głębokie zaufanie.
Jeżeli jednak taką pomoc oferują struktury, które równocześnie promują określone narracje polityczne, wsparcie społeczne może przekształcić się w narzędzie pozyskiwania wpływów. Najpierw pomaga się człowiekowi odnaleźć w nowej rzeczywistości, następnie zaprasza na wydarzenie kulturalne, później na akcję polityczną, a z czasem angażuje w rozpowszechnianie informacji lub zbiórki finansowe.
Szczególną uwagę zwracają kampanie informacyjne skierowane do ukraińskich mężczyzn przebywających za granicą. Manipulacje dotyczące mobilizacji, statusu prawnego oraz relacji z państwem ukraińskim mogą nie tylko wzmacniać poczucie lęku, lecz także pogłębiać podziały wewnątrz ukraińskiego społeczeństwa. Próbuje się przekonać tych ludzi, że państwo ukraińskie jest ich przeciwnikiem, natomiast struktury powiązane z rosyjskim środowiskiem informacyjnym – ich obrońcami.
Przyszła europejska polityka integracji migrantów powinna uwzględniać nie tylko aspekty społeczne i ekonomiczne, lecz również kwestie bezpieczeństwa informacyjnego.
Co Kreml chce osiągnąć w Niemczech
Niemcy nieprzypadkowo pozostają jednym z głównych celów rosyjskich działań wpływu. Są gospodarczym i politycznym centrum Unii Europejskiej. Zmiana stanowiska Berlina wobec wsparcia dla Ukrainy mogłaby wywołać efekt domina w innych europejskich stolicach.
Kreml nie musi doprowadzić do całkowitego zwrotu polityki Niemiec. Wystarczy stopniowe osłabianie determinacji: ograniczenie pomocy wojskowej, opóźnianie kolejnych pakietów sankcji, wzrost nieufności wobec ukraińskich uchodźców oraz zwiększenie poparcia dla partii opowiadających się za „normalizacją” stosunków z Moskwą.
Dlatego działania prowadzone są równolegle wobec różnych środowisk: lewicowych pacyfistów, prawicowych populistów, rosyjskojęzycznej diaspory, przedstawicieli biznesu, części środowiska akademickiego, migrantów, dziennikarzy oraz ludzi kultury. Grupy te mogą reprezentować całkowicie odmienne poglądy ideologiczne, a mimo to w pewnym momencie dojść do tego samego politycznego wniosku – że Niemcy powinny zdystansować się wobec Ukrainy i podjąć rozmowy z Rosją.
Na tym polega profesjonalizm oddziaływania hybrydowego: różnym odbiorcom przedstawia się odmienne argumenty, lecz wszystkie prowadzą do tego samego rezultatu, korzystnego z punktu widzenia Kremla.
Jaka będzie Europa po tej wojnie?
Przyszłość Europy będzie zależeć nie tylko od sytuacji na polu walki. Zadecyduje o niej również to, czy europejskie demokracje zdołają ochronić własną przestrzeń informacyjną, polityczną i kulturową.
Europa może pozostać otwarta tylko wtedy, gdy nauczy się dostrzegać tych, którzy wykorzystują jej otwartość do osłabiania demokracji. Może zachować wolność słowa jedynie wtedy, gdy będzie odróżniać swobodę wyrażania poglądów od ukrytej, finansowanej z zagranicy propagandy. Może wspierać dialog między kulturami tylko wtedy, gdy będzie wymagać przejrzystości od instytucji pretendujących do roli jego organizatorów.
Nie chodzi o tworzenie atmosfery podejrzliwości ani o poszukiwanie „wrogów” wśród osób rosyjskiego pochodzenia. Odpowiedzialność zbiorowa byłaby zarówno błędem moralnym, jak i prezentem dla rosyjskiej propagandy. Chodzi natomiast o dojrzałość instytucjonalną, precyzję prawną oraz zdolność analizowania powiązań, źródeł finansowania i stopnia koordynacji działań.
Europejska odpowiedź nie powinna mieć charakteru emocjonalnego, lecz systemowy. Potrzebne są wspólne standardy przejrzystości dla zagranicznych przedstawicielstw kulturalnych, skuteczna weryfikacja źródeł finansowania organizacji społecznych, wzmocnienie kontroli przestrzegania sankcji, wsparcie dla niezależnych rosyjskojęzycznych mediów, działania informacyjne skierowane do migrantów oraz rozwijanie kompetencji w zakresie krytycznego myślenia.
Nie mniej istotne jest wspieranie obecności ukraińskiej kultury i nauki w Europie. Rosyjskich wpływów nie da się ograniczyć wyłącznie za pomocą zakazów. Należy przeciwstawić im prawdę, kompetencję, otwartą debatę oraz silne instytucje europejskie i ukraińskie.
Wybór między wygodną iluzją a odpowiedzialnością
Przez wiele lat część europejskich elit wierzyła, że współpraca gospodarcza stopniowo zmieni Rosję. Zakładano, że handel, wymiana kulturalna i dialog polityczny uczynią państwo autorytarne bardziej przewidywalnym i pokojowo nastawionym. Stało się jednak odwrotnie.
Kreml wykorzystał te relacje do budowania zależności i sieci wpływów. Gazociągi stały się narzędziem nacisku. Kontakty biznesowe – kanałami lobbingu. Instytucje kulturalne – platformami rozpowszechniania narracji państwowych. Dziś Europa stoi przed wyborem. Może ponownie schronić się za wygodną iluzją, że rosyjska agresja jest jedynie przejściowym odstępstwem od normy i że po zakończeniu działań wojennych wszystko powróci do dawnego modelu relacji. Może też uznać, że ma do czynienia z długofalowym wyzwaniem strategicznym.
Państwo rosyjskie będzie dążyło do odbudowy swoich wpływów niezależnie od rozwoju wydarzeń na froncie. Będzie działało poprzez kulturę, biznes, politykę, przestrzeń informacyjną, środowiska migracyjne oraz hasła odwołujące się do pokoju. Zakończenie aktywnej fazy wojny nie będzie więc oznaczało końca konfrontacji.
Być może najważniejsza lekcja dla Europy brzmi: demokracja nie może być naiwna. Jej humanizm musi iść w parze z odpowiedzialnością, a otwartość – z mechanizmami samoobrony.
Rosyjski Dom w Berlinie jest tylko jednym budynkiem. Debata wokół niego dotyczy jednak całego europejskiego domu. Czy pozostanie on przestrzenią wolności, rządów prawa i ludzkiej godności? Czy też pozwoli reżimom autorytarnym wykorzystywać własne demokratyczne zasady do osłabiania Europy od wewnątrz? Odpowiedź zależy od decyzji, które Europa podejmuje już dziś. Przyszłe wojny mogą bowiem rozpoczynać się nie od wybuchów. Mogą zaczynać się od wystawy, zbiórki charytatywnej, seminarium eksperckiego albo pozornie niewinnego wezwania, by „po prostu wysłuchać drugiej strony”.
Dlatego obrona przyszłości Europy zaczyna się od umiejętności nazywania rzeczy po imieniu.
Wasyl Ostapiak – dr hab., profesor w Katedrze Zarządzania i Administracji Publicznej Państwowego Uniwersytetu Technicznego Nafty i Gazu w Iwano-Frankiwsku (Iwano-Frankiwsk, Ukraina)


