Europa ponownie stoi przed starą historyczną pułapką: uwierzyć, że pokój można kupić ustępstwami wobec agresora. Na pierwszy rzut oka hasła o „natychmiastowym zawieszeniu broni”, „ograniczeniu wydatków wojskowych” i „dialogu z Rosją” brzmią humanitarnie. Jednak w polityce liczy się nie tylko to, jak brzmi dane hasło, lecz także komu ono służy.

Autor: prof. Wasyl Ostapiak
Dlatego też, inicjatywy takie jak European Peace Project, który promuje „Manifest pokoju” i planuje działania wokół 9 maja 2026 roku, wymagają szczególnie uważnej analizy. Na stronie projektu rzeczywiście pojawiają się sformułowania o „pokoju w Europie i z Rosją”, krytykowana jest pomoc wojskowa dla Ukrainy, a wojna opisywana jest jako „bezsensowna wojna w Ukrainie i Rosji” — określenie, które rozmywa podstawową prawdę: Rosja jest agresorem, Ukraina jest ofiarą agresji. Publicystyka ma prawo do ostrości, ale analiza polityczna powinna być precyzyjna. Powiedzmy więc wprost: gdy pod hasłem pokoju proponuje się społeczeństwu demilitaryzację Europy, zakończenie wsparcia dla Ukrainy i faktyczne uwzględnienie ultimatywnych żądań Kremla, nie jest to już pacyfizm. To technologia politycznego rozbrojenia.
Unia Europejska przeciwnie — oficjalnie zmierza w innym kierunku. Komisja Europejska w swojej mapie drogowej obrony do 2030 roku wyraźnie wskazuje na potrzebę wzmocnienia gotowości obronnej, wsparcia Ukrainy, rozwoju mobilności wojskowej, zdolności antydronowych oraz tarczy powietrznej i kosmicznej. Taka jest odpowiedź cywilizowanego świata na rewizjonistyczną politykę Rosji.
Szczególnie niebezpieczna jest manipulacja polegająca na przeciwstawianiu wydatków na obronność dobrobytowi społecznemu. Rzekomo: albo czołgi, albo szpitale; albo rakiety, albo emerytury; albo bezpieczeństwo, albo państwo socjalne. To fałszywa alternatywa. Bo bez bezpieczeństwa nie będzie ani państwa socjalnego, ani uniwersytetów, ani samorządu lokalnego, ani wolnego dziennikarstwa, ani praw człowieka. Ukraina zapłaciła za to już zbyt wysoką cenę.
Partnerstwo Ukrainy i Polski w tej sytuacji ma znaczenie strategiczne nie tylko dla obu państw. Może ono wzmocnić Unię Europejską, zwiększyć potencjał wschodniej flanki NATO i pomóc pokonać Rosję w wojnie przeciwko Ukrainie. Polska rozumie naturę rosyjskiego zagrożenia nie z podręczników, lecz z własnej pamięci historycznej. Ukraina natomiast posiada unikalne współczesne doświadczenie obrony, odporności, technologii dronowych, komunikacji strategicznej i mobilizacji społecznej. Razem te dwa państwa mogą stać się nie peryferiami Europy, lecz jej nowym centrum bezpieczeństwa.
Dlatego próby stworzenia sztucznego podziału między „zmęczoną Europą Zachodnią” a „zaniepokojoną Europą Wschodnią” są niezwykle niebezpieczne. Działają one na rzecz blokowania decyzji w UE i NATO, ograniczania pomocy obronnej dla Ukrainy oraz dyskredytowania samej idei bezpieczeństwa zbiorowego. W efekcie korzysta na tym wyłącznie Kreml.
Nie mniej groźna jest teza, że Ukraina rzekomo prowadzi „wojnę zastępczą Zachodu”. To klasyczny zabieg rosyjskiej propagandy: odebrać Ukraińcom podmiotowość i przedstawić ich nie jako naród walczący o życie i wolność, lecz jako narzędzie cudzej polityki. W rzeczywistości Ukraina walczy nie dlatego, że „Zachód ją popycha”, lecz dlatego, że rosyjska armia przyszła zabijać, niszczyć i okupować.
Kiedy ktoś mówi o „natychmiastowym zawieszeniu broni” bez deokupacji, bez gwarancji bezpieczeństwa i bez odpowiedzialności agresora, faktycznie proponuje Rosji operacyjną pauzę. Taki „pokój” nie kończy wojny. On utrwala okupację, legalizuje przemoc i przygotowuje grunt pod kolejną ofensywę. Historia wielokrotnie pokazała: agresor, którego nie zatrzymano, wraca silniejszy.
Właśnie dlatego partnerstwo Ukrainy i Polski może stać się jednym z kluczy do nowej europejskiej architektury bezpieczeństwa. Może ono wzmocnić UE nie deklaracjami, lecz praktyką: wspólnymi projektami obronnymi, logistyką, bezpieczeństwem energetycznym, szkoleniem kadr, przeciwdziałaniem dezinformacji i wsparciem zwycięstwa Ukrainy. Zwycięstwo Ukrainy to nie tylko interes ukraiński. To warunek bezpieczeństwa Polski, państw bałtyckich, Europy Środkowej i całej Unii Europejskiej.
Symboliczny jest także wybór daty 9 maja. Dla demokratycznej Europy pamięć o II wojnie światowej oznacza „nigdy więcej”. Dla współczesnej Rosji data ta stała się dawno nie dniem żałoby, lecz narzędziem imperialnej mobilizacji: „możemy powtórzyć”. Jeśli pod pacyfistycznymi hasłami 9 maja promuje się tezę, że opór wobec agresora jedynie „pogłębia tragedię”, nie jest to upamiętnienie. To polityczne zawłaszczenie pamięci.
Oczywiście każdy ruch społeczny ma prawo do własnego stanowiska. Istnieje jednak różnica między apelem o pokój a retoryką, która faktycznie pokrywa się z interesami państwa-agresora. Kiedy winę za długość wojny przerzuca się na tych, którzy pomagają ofierze się bronić, a nie na tego, kto rozpoczął agresję — jest to moralne wypaczenie. Kiedy od Ukrainy wymaga się ustępstw, a od Rosji nie żąda się deokupacji — to nie jest dyplomacja. To logika kapitulacji.
Unia Europejska potrzebuje dziś nie samooszukiwania się, lecz trzeźwości. Europie potrzebna jest nie słabość pod pozorem humanizmu, lecz siła zdolna chronić prawo. Bo pokój bez sprawiedliwości jest jedynie przerwą między wojnami.
I właśnie tutaj partnerstwo ukraińsko-polskie powinno wybrzmieć jako polityczna odpowiedź dla wszystkich, którzy chcą cofnąć Europę do epoki stref wpływów. Ukraina i Polska razem mogą wzmocnić UE, rozwinąć jej przemysł obronny, zabezpieczyć wschodnią flankę i pomóc przełamać rosyjską machinę agresji. To partnerstwo nie jest skierowane przeciwko pokojowi. Przeciwnie — jest warunkiem prawdziwego pokoju.
Prawdziwy pokój nie rodzi się wtedy, gdy ofiarę zmusza się do milczenia. Prawdziwy pokój przychodzi wtedy, gdy agresor rozumie: Europa już się nie boi, nie handluje cudzą wolnością i nie pozwoli Rosji zwyciężyć.
Wasyl Ostapiak – dr hab., profesor w Katedrze Zarządzania i Administracji Publicznej Państwowego Uniwersytetu Technicznego Nafty i Gazu w Iwano-Frankiwsku (Iwano-Frankiwsk, Ukraina)


