Choć dyskusje o siedemdziesiątej edycji Konkursu Piosenki Eurowizji nie milkną, warto zwrócić uwagę na to, co w goszczącym imprezę Wiedniu działo się w ostatnich tygodniach.

Dla dużej części opinii publicznej Konkurs Piosenki Eurowizji ogranicza się do trzech majowych wieczorów, w ciągu których rozgrywa się niezrozumiały spektakl łączący muzykę z różnymi interpretacjami kiczu, geopolityki i patriotyzmu. Konkursowy sezon trwa jednak cały rok. Natężenie emocji jest oczywiście zmienne. Wyraźnie wzrasta kilka tygodni przed koncertami, by wybuchnąć na początku maja wraz z przyjazdem uczestniczących delegacji i początkiem prób.
Nadchodzącą eurowizyjną apokalipsę wieszczą nabierające na sile przemiany przestrzeni miasta-organizatora. Konkursowe logo i slogan pojawiają się w kolejnych lokalizacjach, dominując krajobraz. W przypadku Wiednia umieszczono je nie tylko na bilbordach czy citylightach, ale również niektórych tramwajach. Poza oficjalnymi materiałami promocyjnymi, wątek Konkursu wpleciony został także w reklamy, witryny sklepowe – dosłownie wszystkie sytuacje, w których dał się wykorzystać.
Konkurs Piosenki Eurowizji był organizowany w Wiedniu już dwukrotnie – w 1967 i 2015 roku. Przynajmniej część wiedeńczyków miała więc świadomość czekających ich utrudnień, zwłaszcza że kluczowe wydarzenia skoncentrowano tam, gdzie jedenaście lat temu – w Wiener Stadthalle (koncerty, centrum prasowe) i Rathausplatz (Eurovision Village). Poza tym przygotowano jeszcze kilka atrakcji: EuroClub umieszczono w Prater DOME, zaś Eurofan House – w Muzeum Wiednia.
Wiedeń, miasto tradycyjnie kojarzone z muzyką klasyczną i uważane za jeden z najważniejszych ośrodków artystycznych na świecie, na kilka tygodni przeistoczył się w stolicę show-businessu. Goszcząc największe międzynarodowe wydarzenie muzyczne, władze miasta starały się ukazać różnorodne oblicza austriackiej stolicy. Konkurs zawsze był bowiem okazją do autopromocji gospodarza i jego kultury, dając – czasami złudną – nadzieję, że impreza przyniesie długofalowe zyski.
Jednym z działań promujących Konkurs i wprowadzających go w przestrzeń publiczną był zorganizowany 27 kwietnia pokaz dronów. Przy akompaniamencie zwycięskich austriackich utworów niebo nad kompleksem pałacowo-parkowym Schönbrunn rozświetliły odnoszące się do nich obrazy. Pokazano także motywy związane z Konkursem, w tym jego logo. Wykorzystanie trzech tysięcy dronów stanowiło nie tylko połączenie historii z nowoczesnością, ale służyło ukazaniu ekologicznego nastawienia organizatorów.
Powiązań z bogatą przeszłością Wiednia jest więcej. Co ciekawe, dużą rolę w promocji siedemdziesiątej edycji Konkursu odegrały muzea. Zorganizowały one specjalne wystawy, warsztaty, konferencje i transmisje koncertów. W Muzeum Historii Naturalnej do eksponatów z wystawy stałej dołączono dźwięki i informacje o zwierzętach utożsamianych z państwami pochodzenia uczestniczących nadawców – Polskę symbolizował żubr europejski. Umożliwiono również specjalne głosowanie na odgłosy zwierząt.
Muzeum Historii Sztuki przygotowało kilkanaście tur oprowadzania z przewodnikiem, w trakcie którego zwiedzającym ukazywano nieoczywiste powiązania prezentowanych na wystawach dzieł z uniwersum Konkursu Piosenki Eurowizji. Bogaty program wydarzeń zaproponowało również Muzeum Techniki. Z kolei wystawę mieszczącego się w Hofburgu Domu Historii Austrii na kilka miesięcy poszerzono o wybór najważniejszych wątków eurowizyjnych, w tym „zwycięską” suknię Conchity Wurst (2014).
Z punktu widzenia fanów bezcennym uzupełnieniem odbywających się w Wiener Stadthalle koncertów były ich transmisje w różnych obiektach na terenie Wiednia. Jednym z miejsc, w którym – po wcześniejszej rezerwacji – można było bezpłatnie obejrzeć finał Konkursu było Muzeum Sztuki Stosowanej. Podobną ofertę przygotowała Volksoper. W jej przypadku dostępne online darmowe wejściówki rozeszły się w ciągu dwóch minut od odblokowania puli.
Publiczne transmisje były dostępne także w kilku innych punktach Wiednia, w tym w ulokowanym u stóp stołecznego ratusza miasteczku eurowizyjnym. Koncerty można było również obejrzeć lub wysłuchać w wielu restauracjach, kawiarniach, a nawet w gejowskich saunach. Konkurs Piosenki Eurowizji jest bowiem ważnym składnikiem kultury LGBT+, choć – jak podkreślano w trakcie wydarzenia – wbrew pozorom niewielu uczestniczących artystów należy do tego środowiska.
Wracając na wiedeńskie ulice należy podkreślić, że były one dość spokojne. Z pewnością niemałą zasługę miała w tym pogoda. W kluczowym tygodniu niebo nad Wiedniem było zachmurzone. Przelotny deszcz i chłód odstraszyły fanów, którzy skorzystali ze wspomnianych wyżej ofert. Wielu dotarło jednak do miasteczka eurowizyjnego, w którym – poza muzyką – czekały na nich food trucki oraz stanowiska sponsorów i partnerów wydarzenia.
Z podobną aurą mierzyli się organizatorzy antyeurowizyjnych inicjatyw. Demonstrowali oni swoją niezgodę na organizację Konkursu w Wiedniu, a przede wszystkim – na dopuszczenie do udziału nadawcy z Izraela (KAN). W piątek na Maria-Theresien-Platz, pomiędzy Muzeami Historii Naturalnej i Historii Sztuki, odbył się koncert „No Stage for Genocide”. Z kolei dzień później, przed finałem Konkursu, zorganizowano kończący się przy Wiener Stadthalle marsz.
Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji uwypuklił obecność dwóch skrajnych środowisk. Choć antagonizm „fani kontra przeciwnicy” Konkursu trudno porównać do powojennego podziału Wiednia na strefy okupacyjne, obie grupy koncentrowały się w wyraźnie wyznaczonych obszarach. Z drugiej strony błędem byłoby uznanie eurowizyjnej publiczności za jednomyślną. Wielu fanów krytykowało obecność delegacji KAN – udowodniło to buczenie, wykrzykiwanie haseł a także usunięcie kilkorga widzów z hali.
Fakt, że wielbiciele Konkursu mają różne poglądy polityczne nie dziwi, pewną niespodzianką była jednak otwartość, z jaką swoje nastawienie prezentowali niektórzy przedstawiciele mediów. Najdobitniej było to widoczne w sytuacjach niedostępnych dla odbiorców kreowanych przez nich treści. I tak np. podczas występu delegacji KAN na próbie prasowej finału niektórzy korespondenci demonstracyjnie odwrócili się do sceny plecami.
Dystans do reprezentantów KAN był odczuwalny również w tym, że oklaskiwali ich głównie rodacy, podczas gdy występy pozostałych delegacji spotykały się z aprobatą ogółu zgromadzonych przedstawicieli mediów. Szczytowym przejawem ich stosunku do KAN był jednak moment ogłoszenia wyników Konkursu. Zwycięstwo bułgarskiej telewizji BNT wywołało bowiem erupcję euforii. Przebieg głosowania daje podstawy przypuszczać, że była to radość z porażki KAN.
Konkurs Piosenki Eurowizji zawsze wzbudza emocje. Szczególny charakter mają one w państwie- oraz mieście-gospodarzu. To one najbardziej odczuwają ciężar organizacji imprezy. W niektórych przypadkach pokłosiem Konkursu jest utrata części zabudowy i uzyskanie nowoczesnej hali widowiskowej (Baku). Wiedniowi pozostanie raczej satysfakcja ze sprawnie, choć nie perfekcyjnie przeprowadzonego show, uniknięcia poważnych skandali i dobrze wykorzystanej okazji do wzmocnienia marki miasta.
Maciej Adam Baczyński – absolwent filologii bałkańskiej, studiów bałtyckich (UMK) i stosunków międzynarodowych (UŁ). Interesuje się relacjami polityki z historią i kulturą, zwłaszcza w obszarze pamięci zbiorowej. Członek redakcji portalu „Obserwator Międzynarodowy”.


