W mediach amerykańskich nastawionych krytycznie względem Donalda Trumpa oraz jego administracji coraz częściej pojawiają się głosy, że jego poczynania na arenie międzynarodowej zasadniczo nie odbiegają od tego co czyni Rosja. Spójrzmy jednak na to zestawienie inaczej, a mianowicie pod względem skutków ich polityki dla rządzonych przez nich państw.

Autor: dr Przemysław Piotr Damski
Putin odwrócony Midas
Przed 2022 r. Rosja była niekwestionowanym mocarstwem. Przeprowadziła udaną operację oderwania Krymu od Ukrainy oraz uniemożliwiła jej kontrolowanie Donbasu. Pomimo nałożenia na Moskwę sankcji międzynarodowych, poważniej nie ucierpiały jej pozycja międzynarodowa ani sytuacja gospodarcza. Wręcz odwrotnie, była jednym z najważniejszych partnerów handlowych Unii Europejskiej. Blisko 49% ropy i 74% gazu eksportowanych przez nią szła na rynek europejski. Zaspokajała odpowiednio ponad 70% i 90% procent zapotrzebowania energetycznego Niderlandów oraz Litwy, a odsetek ten był znaczący w przypadku takich państw jak Polska, Niemcy, Finlandia czy Węgry. Jej wzrost gospodarczy oscylował w okolicy 6%.
Rosja była równorzędnym partnerem Chin oraz członkiem grupy G20. Do tego cieszyła się dominującymi wpływami w byłych państwach sowieckich na Kaukazie i w Azji Centralnej. Jej działalność nie skutkowała wzmożoną aktywnością NATO pogrążonego w wewnętrznych problemach, m.in. sporach dotyczących niedostatecznych środków przeznaczanych przez dużą część sojuszników na obronność.
Pełnoskalowy atak na Ukrainę zmienił tę sytuację. UE oraz USA systematycznie wprowadzały kolejne sankcje oraz ograniczały swoje związki gospodarcze z Rosją. Według danych Eurostatu członkowie UE zredukowali import z Federacji Rosyjskiej o 91%, a ich eksport do tego państwa zmalał o 61%. Dodatkowo przewidziano sankcje na państwa kupujące surowce naturalne z Rosji. W efekcie jej wpływy budżetowe spadły i została ona zmuszona do zmniejszenia wydobycia. W połączeniu z atakami ukraińskimi na m.in. infrastrukturę rafinacyjną w Rosji, niegdysiejszym eksporterze netto ropy, zaczęło brakować benzyny. Oficjalne dane zakładają również spadek wzrostu gospodarczego do 1,3%. Sytuacja ta zapewne jest jednak znacznie gorsza, a rząd rosyjski zafałszowuje dane.
Z powodu rosyjskiej agresji Finlandia i Szwecja wstąpiły do NATO, a państwa europejskie – nie tylko z wschodniej flanki sojuszu – zaczęły się zbroić przeznaczając duże sumy na zbrojenia. Pomimo sukcesów prorosyjskich w Gruzji sytuacja na Kaukazie prezentuje się dla Rosji nieciekawie w związku z porozumieniem Azerbejdżanu i Armenii, do którego przyczyniły się USA. Do samodzielności dąży Kazachstan, a Chiny są coraz aktywniejsze w całej Azji Centralnej. Utrata rynków europejskich, ograniczone możliwości handlu z Indiami oraz coraz skuteczniejsze zwalczanie, przez państwa zachodnie tzw. floty cienia, powodują coraz większe uzależnienie Federacji Rosyjskiej od ChRL, dla której staje się junior partnerem.
Jednocześnie postępy rosyjskie na froncie są powolne, a w niektórych miejscach Rosjanie nawet tracą teren. Coraz skuteczniejsze ataki Ukraińców podają także w wątpliwość skuteczność rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.
USA u progu America First
Donald Trump i jego administracja dosyć trafnie zdiagnozowała część problemów amerykańskich, tj. niedostateczne nakłady sojuszników na obronność, możliwość zagrożenia Zachodniej Hemisfery ze strony Chin i Rosji, czy niekorzystny bilans handlowy z niektórymi partnerami gospodarczymi.
W chwili ponownego objęcia przez Trumpa urzędu prezydenta pozycja międzynarodowa USA była jednak stabilna. Sprzyjały temu zdecydowana postawa w konflikcie rosyjsko-ukraińskim i widoczne słabnięcie Rosji, powiększenie się NATO, szachujące od teraz Rosję na Bałtyku oraz utrudniające jej manewry w Arktyce. Sojusznicy byli wręcz ostentacyjnie zjednoczeni po stronie amerykańskiej. Pozycja międzynarodowa Stanów Zjednoczonych jest bowiem tym silniejsza im silniejszy jest sojusz, gdyż pozycjonuje to je lepiej względem ChRL, której główny sojusznik Rosja okazał się słabszy niż zakładano.
Efektywnie funkcjonowała także wynegocjowana przez pierwszą administrację Trumpa umowa USMCA. Na grudzień roku 2024 r. najważniejszymi partnerami handlowymi USA pozostawały kolejno Meksyk, Kanada i Chiny. Przy czym jeśli potraktować państwa UE zbiorczo, to wówczas Europa była najważniejszym partnerem handlowym Stanów Zjednoczonych. Dodatkowo państwa europejskie, poszukując alternatywy dla surowców rosyjskich znacząco zwiększyły swoje zakupy w USA. Pewnym problemem był bilans handlowy. W przypadku wszystkich tych podmiotów Stany Zjednoczone importowały więcej niż eksportowały. Nie jest to jednak przełożenie zero-jedynkowe. W przypadku usług bowiem bilans wypadał na korzyść USA w stosunku do UE, Kanady, Meksyku, a także Chin.
America First w praktyce
W ramach polityki America First Donald Trump ogłosił zmniejszenie militarnego zaangażowania w Europie, która miała od tej chwili w większym stopniu polegać na własnych siłach. USA miały się skoncentrować na Zachodniej Hemisferze i rywalizacji z Chinami. Za kluczowe uznano pozyskanie Grenlandii, aby zwiększyć możliwości obronne kraju.
Jednocześnie Trump chciał chronić rynek amerykański i odwrócić trendy tj. zmniejszyć deficyt w handlu zagranicznym, a najlepiej spowodować przewagę eksportu nad importem. Miały temu służyć cła nakładane na najważniejszych partnerów handlowych.
Środki zastosowane przez Amerykanów doprowadziły do częściowego sukcesu, gdyż państwa europejskie rzeczywiście zwiększyły swoje nakłady na obronność. Przeprowadzono także skuteczną zmianę rządu w Wenezueli, co ma skutkować wzmocnieniem wpływów amerykańskich w Caracas oraz wyrugowaniem rosyjskich, a przede wszystkim chińskich.
W pozostałych obszarach trudno mówić o korzyściach. Wprowadzenie ceł początkowo skutkowało spadkiem importu, później jednak odnotowano jego wzrost, a Sąd Najwyższy stwierdził nielegalność części ceł, co skutkuje koniecznością wypłaty odszkodowań. Taryfy przyczyniły się także do wzrostu inflacji, a co za tym idzie cen. Agresywna polityka handlowa spowodowała nadwyrężenie relacji z UE, która częściowo odpowiedziała nałożeniem analogicznych opłat.
Artykułowana chęć aneksji Grenlandii, będącej częścią sojuszniczego Królestwa Danii spowodowała zdecydowaną odpowiedź Kopenhagi oraz pozostałych państw europejskich. Osłabiło także dążenia niepodległościowe grenlandzkich Innuitów. Retoryka aneksji była tym bardziej zaskakująca, że obowiązująca od lat 50. XX w. umowa między obu krajami daje USA dużą swobodę tworzenia na wyspie swoich baz wojskowych. Korzystały zresztą z tego w okresie zimnej wojny.
Do napięcia w stosunkach z Europą dołożyło się przekazanie przez Microsoft, na życzenie administracji amerykańskiej, korespondencji elektronicznej oraz protokołów posiedzeń niektórych polityków i naukowców holenderskich biorących udział w pracach nad wdrażaniem unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych. Prawo to ma za zadanie nakładać określone regulacje na gigantów cyfrowych działających na terenie UE i wzmacniać prawa konsumentów. Na pytania Danii o bezpieczeństwo rządowych plików i korespondencji Microsoft, odpowiedział, że prawodawstwo amerykańskie zobowiązuje korporację do udostępniania danych gromadzonych w ramach usług chmurowych, jeśli zażąda tego administracja państwowa.
Do osłabienia relacji sojuszniczych doszło także w Zachodniej Hemisferze. Stosowana także w przypadku Kanady retoryka aneksji, wygaśnięcie USMCA, niepowodzenie negocjacji w sprawie nowego porozumienia oraz nałożenie na nią ceł przekonały Ottawę, że znajduje się ona w stanie wojny handlowej z Waszyngtonem. Premier Carney wpierw porzucił długoletnią politykę chłodnych relacji z Chinami i rozpoczął z nimi rozmowy handlowe. Następnie zaś zintensyfikował negocjacje z UE, które według najnowszych doniesień mają nadać Kanadzie status członka stowarzyszonego.
Wbrew opinii części polityków i ekspertów USA nie mogą prowadzić całkowicie jednostronnej, tj. unilateralnej, polityki bez oglądania się na sojuszników. Administracja Trumpa przekonała się o tym w obliczu ataku na Iran. Niepowodzenia Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie skłoniły Biały Dom do poszukiwania wsparcia wśród aliantów. Choć w przeszłości bywali oni podzieleni w sprawie polityki amerykańskiej (np. działań administracji G.W. Busha w Iraku), to przynajmniej część z nich udzielała swojego poparcia. W przypadku ataku na Iran oraz wykreowania komplikacji związanych z brakiem przepustowości cieśniny Ormuz USA pozostały prawie całkowicie osamotnione.
Agresja w Zatoce Perskiej wpływa zresztą negatywnie na sytuację wewnętrzną Stanów Zjednoczonych. Choć są one eksporterem ropy, to ją także importują. Przed atakiem nie zgromadziły odpowiednich rezerw, a korporacje naftowe wykorzystując wysokie ceny ropy na rynkach międzynarodowych wolały sprzedać ją zagranicą niż w kraju. Zapotrzebowania na ropę, wbrew zdaniu części ekspertów nie ratuje zdobycie wpływów w Wenezueli. Jak podkreślali przedstawiciele Exxon Mobile złoża wenezuelskie są kiepskiej jakości i wymagają wieloletnich inwestycji zanim będą mogły być efektywnie wykorzystane. W efekcie cena paliwa w USA, a także inflacja – tak już podbita przez cła – rosną.
Niekorzystnie rysuje się także sytuacja amerykańskiego giganta technologicznego – Microsoft – w Europie. Groźby „wyłączenia” usług elektronicznych czy podważenie zaufania do bezpieczeństwa danych skłoniło część rządów europejskich oraz UE do rezygnacji z usług amerykańskich korporacji. Jest to częściowo związane z planowanym już wcześniej regulowaniem działalności tzw. bigtechów. Polityka amerykańska stała się jednak katalizatorem przyspieszenia ograniczania uzależnienia od technologii amerykańskiej. Francja ogłosiła odejście od narzędzi firmy Microsoft w administracji i przejścia na stworzone na własne potrzeby wolne oprogramowanie. Podobną decyzję podjęła Dania, niemieckie Bawaria i Meklemburgia, a ostatnio Szwajcaria. W kwietniu 2026 r. polskie Ministerstwo Cyfryzacji powołało Zespół ds. rozwoju, upowszechniania i wsparcia wdrażania w sektorze publicznym rozwiązań typu open source, co może wskazywać, na rosnącą świadomość rządu w sprawie bezpieczeństwa cyfrowego oraz niebezpieczeństw wynikających z uzależnienia od technologii amerykańskiej. Polityka odchodzenia od narzędzi amerykańskich jest wspierana przez Brukselę, która oficjalnie zrezygnowała ze stosowania na komputerach administracji unijnej z wyszukiwarki Google.
W przypadku prywatnych użytkowników trudno mówić o masowym odchodzeniu od produktów Microsoftu, który wciąż dominuje na rynku. W dodatku dane różnią się w zależności od kraju. Można natomiast zaobserwować wzrost zainteresowania wolnym oprogramowaniem. Z kolei rządy państw europejskich, przeznaczając coraz większą część budżetu na zbrojenia będą poszukiwały oszczędności. Wolne oprogramowanie jest darmowe i można je dowolnie dostosowywać do własnych potrzeb. Oznacza to, iż rządy poszczególnych państw mogą się ku niemu skłaniać w najbliższych latach nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale i cięcia wydatków. W Kanadzie nie obserwujemy odchodzenia od technologii amerykańskiej, lecz nawet instytucje związane z opozycją mówią tak o konieczności pełnej kontroli nad chmurą danych co wskazuje na brak zaufania względem południowego sąsiada.
Dywersyfikacja odbywa się nie tylko na poziomie informatycznym. Pomimo wciąż dużej zależności od amerykańskiego sprzętu wojskowego niektóre państwa europejskie podejmują próby własnych przedsięwzięć oraz zakupów na innych rynkach. Przykładem tego rodzaju jest współpraca polsko-szwedzka czy program SAFE. Działania tego typu stały się bardziej istotne po amerykańskim ataku na Iran. USA uszczupliły swoje zapasy broni. Nie oznacza to, że są niezdolne do ataku czy obrony. Muszą jednak uzupełniać powstające braki. W efekcie amerykańskie firmy zbrojeniowe produkują na zamówienie rządowe, a zamówienia państw sojuszniczych zostały odłożone w czasie.
Bilans
Pozycja USA nie jest tak dramatyczna jak rosyjska. W dodatku Kanada czy państwa europejskie wciąż pozostają ich sojusznikami. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, iż podobnie jak Moskwa, Waszyngton przeszacował własne możliwości. Osiągnięte przez niego korzyści, choć istnieją, to zostały okupione nadszarpnięciem relacji z sojusznikami, negatywnymi konsekwencjami dla własnej gospodarki, pewnym osamotnieniem na arenie międzynarodowej oraz wyraźnym spadkiem zaufania państw sojuszniczych, co negatywnie odbija się na interesach amerykańskich firm.
Stany Zjednoczone, podobnie jak Rosja, jawią się jako państwo nieskuteczne (Iran) i tracące poparcie swoich sojuszników. Ich słabnięcie w stosunku do Chin przyspieszyło. Nie powinno to jednak cieszyć państw europejskich. Choć zbroją się one, a ich obecne możliwości wydają się wystarczające do przeciwstawienia się Rosji, to słabnięcie USA jest dla nich niekorzystne, gdyż zwiększa prawdopodobieństwo agresywnych działań ze strony Moskwy i Mińska.
Przypadki USA i Rosji pokazują natomiast, że powierzchowne rozumienie siły, rozpatrywanie jej wyłącznie w kategoriach indywidualnej potęgi jest błędne. Złożoność współczesnego świata skłania, zwłaszcza państwa demokratyczne, ze względu na większe fluktuacje ich sceny politycznej oraz liberalne systemy gospodarcze, do ścisłej współpracy opartej o zaufanie i kompromis. Czyli do tego, do czego nakłaniał średnie państwa premier Kanady w Davos.
Przemysław Piotr Damski – adiunkt w Katedrze Teorii i Historii Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego


