Co Eurowizja ma wspólnego z polityką? Na pewno więcej niż życzyliby sobie tego jej organizatorzy. Echa regionalnych konfliktów i historycznych nieporozumień wybrzmiewają w piosenkach i ogłaszanych wynikach, wystarczy uważnie posłuchać. W sobotę, 7 marca, odbędą się polskie krajowe preselekcje do Konkursu Piosenki Eurowizji.

Autor: Małgorzata Wójcik
O co tyle szumu, czyli podstawy Eurowizji
Konkurs Piosenki Eurowizji to coroczne muzyczne wydarzenie mające połączyć Europę miłością do muzyki i dobrej zabawy. Pierwotnie miał on integrować kraje europejskie po II wojnie światowej przy pomocy kulturowej miękkiej siły. Każdy uczestnik Eurowizji jest wysyłany przez publicznego nadawcę (czyli np. Telewizję Polską) i określany jako reprezentant kraju, z którego ten nadawca pochodzi. Nie dajcie się jednak zmylić! Oficjalnie konkurs jest zupełnie apolityczny. Jak podkreślają organizatorzy Eurowizji (Europejska Unia Nadawców, w skrócie EBU) to rywalizacja nadawców, nie państw. EBU rzuciła sobie więc karkołomne wyzwanie stworzenia wydarzenia, podczas którego wymachując flagami należy zapomnieć o międzynarodowych sporach. Oczywiście tak długo, jak nie są to flagi terytoriów spornych, bo użycie flagi Palestyny na finale w Tel Awiwie w 2019 roku skończyło się karą finansową dla islandzkiego zespołu Hatari.
Konkurs (a)polityczny
Oglądając Eurowizję mamy jednocześnie identyfikować się ze swoim krajem i odwrócić wzrok od jego miejsca w światowych konfliktach. Armenia i Azerbejdżan powinny zapomnieć o istnieniu Górskiego Karabachu, Rosja i Ukraina o Krymie, a cały świat powinien zapomnieć o bieżącej sytuacji w Strefie Gazy.
Mimo, że EBU w każdym oświadczeniu dotyczącym Eurowizji podkreśla jej neutralność, owa „Szwajcaria wśród konkursów” już od swoich początków w 1956 roku uwikłana była w europejskie spory polityczne. Przede wszystkim w pierwszych latach swojego istnienia Eurowizja otwarta była tylko dla krajów bloku zachodniego. Owszem, dopuszczono do rywalizacji hiszpański autorytarny reżim Francisco Franco, ale komunizm okazał się zbyt dużym wyzwaniem dla apolityczności (za wyjątkiem Jugosławii, która wystarczająco mocno zdystansowała się od Moskwy).
Zdarzyło się, że Portugalczycy czy Ukraińcy zaśpiewali hymn rewolucyjny (odpowiednio w 1974 i 2005 roku). Bywało, że aby zbudować arenę zdolną pomieścić widzów wysiedlono całą dzielnicę, nie oferując mieszkań zastępczych albo przesłuchać kilka osób, bo głosowały na nieodpowiednie państwo (oba przypadki dotyczą Azerbejdżanu). Zwykle nawiązania i powiązania z szeroko rozumianą polityką udało się jednak wyciszać lub zgrabnie pomijać milczeniem.
Nieuznający Izraela Liban musiał zrezygnować z udziału nie chcąc transmitować izraelskiego występu? Cóż, przecież nikt nie zmusza do udziału. Rosyjska reprezentacja zostaje wybuczana w 2014 i 2015 roku? Nie szkodzi, w transmisji podłożono sztuczne oklaski. Ukraińska piosenkarka wygrała śpiewając o wysiedleniach Tatarów krymskich w czasach Stalina? Przecież można śpiewać o historii. Napięciom między Azerbejdżanem a Armenią w ramach Eurowizji, włączając używanie przez oba państwa znajdującego się na spornym terytorium Górskiego Karabachu pomnika „My i nasze góry” jako swojego zabytku w 2009 roku, poświęcono całą stronę na Wikipedii. Może nikt się nie zorientuje, że chodzi o politykę.
Wsparcie dla Ukrainy
Wszystko ma jednak swoje granice. Kiedy Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę 24 lutego 2022 roku, EBU zderzyła się z żądaniami fanów i swoich członków (czyli krajowych nadawców publicznych), aby wyrzucić rosyjskiego nadawcę z organizacji, a tym samym pozbawić go możliwości pojawienia się na eurowizyjnej scenie. Mimo początkowych wahań (przecież miało być tak neutralnie!) Federacja Rosyjska dość szybko znalazła się poza organizacją i poza Eurowizją, co argumentowano brakiem niezależności rosyjskich mediów oraz sprowadzaniem „złej sławy” na samą Eurowizję.
W wiosennym finale wygrała Ukraina, zdobywając niespotykaną ilość głosów publiczności (439). Reprezentujący ją Kalush Orchestra nawoływali ze sceny do wspierania walczących rodaków w Mariupolu i obrońców Azowstali. Od tamtej pory zaprzeczanie wpływowi polityki na konkurs staje się z roku na rok coraz trudniejsze.
Podwójny standard?
W ostatnich miesiącach o Eurowizji mówi się więcej, wcale nie ze względu na muzykę. Oczekiwanie na nadchodzącą 70. edycję ma dla wielu fanów konkursu gorzki posmak. Kontrowersje wzbudza pozostawienie w stawce Izraela. Zdaniem części widzów, artystów a także kilku krajów uczestniczących (Hiszpanii, Słowenii, Niderlandów, Irlandii oraz Islandii) izraelska delegacja powinna zostać wykluczona ze względu na sytuację w Strefie Gazy.

„Problem” zaczął się w 2024 roku, kiedy w będącym wówczas gospodarzem Eurowizji szwedzkim Malmö równolegle z konkursowymi koncertami odbywały się propalestyńskie demonstracje. Pojawiły się prośby o wykluczenie Izraela z konkursu. Byli uczestnicy i fani pisali do EBU odwołując się do przypadku Rosji. Pytanie brzmiało: jeśli odbieramy mikrofon reprezentantom agresora, dlaczego nie dotyka to oskarżonych o ludobójstwo?
Huragan
Nacisk okazał się niewystarczający. Izrael wystąpił na Eurowizji z piosenką Hurricane (huragan), której pierwotny tytuł October Rain (październikowy deszcz) nawiązywał do ataku terrorystycznego przeprowadzonego przez Hamas 7 października 2023 roku. Skąd zmiana na „huragan”? EBU także zauważyła polityczny podtekst i zażądała poprawek.
Wydawałoby się, że mając świadomość sprzeciwu sporej części eurowizyjnej społeczności i pamiętając o losach Hurricane izraelski nadawca publiczny nie będzie dolewać oliwy do ognia w roku 2025. Błędne założenie. Zdecydowano się pójść o krok dalej, wysyłając na konkurs ocalałą ze wspomnianego wyżej październikowego ataku Yuval Raphael z piosenką o (znów) wymownym tytule New Day Will Rise (wstanie nowy dzień).
Przeciwnicy udziału Izraela w konkursie nie pozostali dłużni. Do EBU wysyłano kolejne listy (w tym apel grupy europosłów), parada otwarcia tygodnia eurowizyjnego w Bazylei przerodziła się w propalestyńską manifestację. Jeden z demonstrantów posunął się nawet do grożenia Raphael gestem podrzynania gardła, a inni zakłócali próbę artystki wymachując palestyńską flagą i bucząc.
Zarówno mniej, jak i bardziej zgodne z prawem formy protestu zaowocowały podkreślaniem przez organizatorów apolityczności. Radosne wydarzenie muzyczne zaczęło dla wielu przeradzać się w gorzki pokaz ignorancji. Konkurs nie jest wolny od wpływów polityki, ale trudno mu się do tego przyznać. Dyrektor Eurowizji Martin Green uznał ten fakt dopiero w oświadczeniu z grudnia 2025 roku, jednocześnie powtarzając refren o neutralności.
Nie słysząc wołania
Jubileuszowa edycja 2026 neutralna na pewno nie będzie. Mimo podejmowanych przez publicznych nadawców z wielu państw prób przeprowadzenia głosowania dotyczącego udziału Izraela, sprawa nie została przedyskutowana. EBU sprytnie zapytała swoich członków o zgodę na zmianę systemu oddawania głosów na uczestników, tak by był bardziej wiarygodny i połączyła tę zgodę ze zgodą na udział izraelskiej delegacji. Organizacja pozostała głucha na głosy sprzeciwu. Na jej działania nie wpłynęło nawet odkrycie przez serwis fact-checking samej EBU (Eurovision News Spotlight), że izraelska agencja rządowa finansowała kampanię reklamową Yuval Raphael. Do regulaminu konkursu wprowadzono jedynie zmiany zapobiegające powtórzeniu się takich sytuacji w przyszłości.
W tej sytuacji państwa, które już wcześniej zapowiadały bojkot w przypadku pozostawienia Izraela w konkursie (Hiszpania, Słowenia, Niderlandy, Irlandia oraz Islandia), zrezygnowały z udziału w 2026 roku. Ich decyzja pozostawia pustkę nie tylko na scenie, lecz także w konkursowym budżecie. Szczególnie odczuwalny będzie brak będącej jednym z pięciu głównych fundatorów Hiszpanii. Eurowizja uratowała jednak wsparcie swojego największego sponsora – izraelskiej firmy kosmetycznej Maroccanoil.
Europejska Unia Nadawców wciąż utrzymuje, że siedemdziesiąta Eurowizja będzie pełną radości celebracją konkursu. Na miejsce reprezentantów bojkotujących zmagania powróciły Mołdawia, Bułgaria i Rumunia, które w poprzednich latach rezygnowały z powodów finansowych lub przez niską jakość zgłaszanych utworów.
Niektórzy zwycięzcy z poprzednich edycji zdystansowali się od konkursu. Nemo (wygrana 2024) oraz Charlie McGettigan (1994) odesłali swoje trofea. Thomas Neuwirth (artysta odgrywający Conchitę Wurst) ogłosił odcięcie się od Eurowizji, pomimo dotychczasowego mocnego związania z jej marką. Jego wypowiedź, w przeciwieństwie do pozostałych artystów, nie odnosi się jednak bezpośrednio do kontrowersji wokół konkursu. Co więcej Neuwirth gościł na luksemburskich kwalifikacjach eurowizyjnych pod koniec stycznia, nie jest więc konsekwentny.

Co na to Polska?
TVP pozostaje przy swojej decyzji o starcie w konkursie, nie zważając na protesty takie jak telefony Krzysztofa Zalewskiego lub rezygnacja z udziału w polskich kwalifikacjach Karoliny Czarneckiej. Podobna sytuacja ma miejsce w portugalskim Festival da Canção, gdzie tylko dwójka ze zgłoszonych artystów zadeklarowała, że w przypadku wygranej pojedzie na Eurowizję.
Telewizja Polska niemal w ostatniej chwili zrezygnowała z preselekcji na żywo, które miały odbyć się w minione Walentynki. Decyzja ta wywołała niezadowolenie fanów i obawy o jakość widowiska. Możemy jednak przynajmniej zagłosować na naszą ulubioną propozycję, a potem obserwować jak poradzi sobie na Eurowizji w Wiedniu. Reprezentację Polski zobaczymy już w pierwszym półfinale 12 maja.
Fakt, że polityka i kultura się przenikają nie jest ani nowy ani szczególnie zaskakujący. Te dziedziny ludzkiej działalności od wieków wchodzą ze sobą w dialog. Rozpaczliwa próba utrzymywania przez organizatorów Eurowizji, że tak nie jest wydaje się więc fałszywą nutą w międzynarodowej symfonii. Pieśń o neutralności, śpiewana niekonsekwentnie, zraża kolejnych fanów, zmuszając do zadania sobie pytania, gdzie leży granica obecnego w motto konkursu „łączenia przez muzykę”?
Małgorzata Wójcik – studentka stosunków międzynarodowych drugiego stopnia na Uniwersytecie Łódzkim. Udziela się w Międzywydziałowym Kole Naukowym Popularyzatorów Nauki. Interesuje się Eurowizją i restytucją dzieł sztuki, a w wolnych chwilach ogląda produkcje Marvela, chodzi po galeriach sztuki oraz czyta książki i komiksy.


