Jeszcze przed końcem roku w Kairze ma odbyć się druga ministerialna konferencja „Rosja–Afryka” – oficjalnie poświęcona handlowi, inwestycjom oraz „wspólnemu rozwojowi”. Przedstawiana jest jako kolejny krok w kierunku nowego szczytu po spotkaniach w Soczi i Petersburgu. Na papierze wszystko wygląda atrakcyjnie: pakiety gospodarcze, infrastruktura, zboże, nawozy, bezpieczeństwo. Jednak jeśli spojrzeć na realną politykę Kremla na kontynencie, pojawia się zupełnie inne pytanie: czy ta konferencja nie zamienia Afryki w odległy front wojny Rosji przeciwko Ukrainie i Zachodowi – a jednocześnie w poligon dla neokolonialnych eksperymentów?

Autor: prof. Wasyl Ostapiak
Od kwietnia 2023 roku Sudan pogrążony jest w krwawej wojnie domowej między armią a ugrupowaniem RSF. Ponad 14 milionów ludzi stało się uchodźcami lub osobami wewnętrznie przesiedlonymi – to jedna czwarta populacji kraju, wyrwana ze swoich domów. Rosja od dawna obecna jest w historii Sudanu nie jako siła pokojowa, lecz jako patron autorytaryzmu i nielegalnych schematów: wspierała reżim Omara al-Baszira, a później poprzez najemników i dostawy broni pomagała tym siłom, które dziś podsycają konflikt, by mieć dostęp do nielegalnego wydobycia i przemytu złota. Plany rozmieszczenia rosyjskiej bazy morskiej w Port Sudanie automatycznie wciągają w konflikt innych graczy – od Turcji po Arabię Saudyjską. Sudan staje się nie obiektem pomocy, lecz monetą przetargową w wielkiej grze o wojskowe przyczółki i złoża złota. Logika Kremla jest prosta: im dłużej trwa chaos, tym łatwiej wyprowadzać zasoby i handlować wpływami.
Dziś Rosja kontroluje znaczną część dostaw pszenicy do krajów afrykańskich i aktywnie próbuje utrwalić tę zależność – także dzięki wojnie przeciwko Ukrainie, innemu kluczowemu dostawcy zbóż na kontynent. Po okupacji części ukraińskich regionów rolniczych Moskwa kradnie zboże z okupowanych terytoriów i sprzedaje je na rynkach zagranicznych, próbując wypchnąć Ukrainę z rynków afrykańskich, zwiększyć własny udział do poziomu krytycznego i przekształcić zboże i nawozy w narzędzie nacisku, grożąc zakłóceniami dostaw i wywołując skoki cen. Jeśli Rosji uda się doprowadzić do sytuacji, w której ponad 40% afrykańskich dostaw pszenicy będzie zależeć od Kremla, każda pozycja negocjacyjna rządów państw afrykańskich stanie się podatna na szantaż. Oznacza to możliwość wywierania presji poprzez ryzyko głodu, protestów społecznych i destabilizacji politycznej.
Kolejną nieformalną kartą rosyjskiej obecności są prywatne firmy wojskowe – dawny „Wagner”, obecnie „Korpus Afrykański”. Ich działalność wprost przeczy międzynarodowym konwencjom przeciwko najemnictwu, lecz w praktyce stanowi narzędzie rosyjnej polityki zagranicznej. Za pięknymi słowami o „usługach bezpieczeństwa” kryją się dążenia do uzyskania bezpośredniego dostępu do złóż złota, diamentów, uranu, do tworzenia szlaków kontrabandy surowców i broni, do utrzymywania u władzy lojalnych junt gotowych głosować zgodnie z interesami Moskwy oraz do wywierania presji na państwa sąsiednie poprzez eksport niestabilności. Gdy rosyjscy najemnicy pojawiają się w Mali, Burkina Faso czy Republice Środkowoafrykańskiej, poziom przemocy nie spada – zmienia się jedynie jej charakter, staje się mniej kontrolowalna, a instytucje państwowe słabną. Zamiast tego powstają „cienie” gospodarki, w których pieniądze trafiają nie do budżetów, lecz do kieszeni wojskowych i rosyjskich kuratorów.
Taka strategia uderza nie tylko w poszczególne państwa, lecz także w architekturę bezpieczeństwa całego kontynentu. Wspierając juntę wojskową w Mali, Burkina Faso i Nigrze, Kreml sprzyja ich wyjściu z ECOWAS i tworzeniu alternatywnych, prorosyjskich bloków. To osłabia najskuteczniejszy zachodnioafrykański sojusz gospodarczy i bezpieczeństwa, podważa autorytet Unii Afrykańskiej jako gwaranta pokoju i stabilności oraz pogłębia podziały kontynentu na „strefy wpływów”, gdzie każdy zewnętrzny gracz ciągnie w swoją stronę. Rozbita Afryka łatwiej akceptuje narzucane układy, słabiej brzmi w organizacjach międzynarodowych i traci możliwość występowania wspólnym głosem.
Jeszcze jeden powód, dla którego państwa afrykańskie powinny uważnie przyjrzeć się polityce Moskwy, to zbrojna agresja przeciwko Ukrainie. Rosja nie tylko napadła na sąsiedni kraj, ale otwarcie próbuje zmienić międzynarodowo uznane granice, anektować część jego terytorium i zalegalizować to poprzez fikcyjne „referenda”. Dla Afryki, gdzie granice państwowe często są bolesnym dziedzictwem kolonializmu, a ich naruszenie bywa szczególnie wrażliwym tematem, taki scenariusz jest sygnałem alarmowym: jeśli świat zaakceptuje siłową zmianę granic w Europie, jutro ktoś może spróbować przepisać mapę także Afryki.
Rosyjski neokolonializm na kontynencie ma wyraźnie merkantylny charakter. Kreml lubi przedstawiać się jako „antykolonialna alternatywa dla Zachodu” i spadkobierca radzieckiego wsparcia dla dekolonizacji, lecz praktyka wskazuje na coś odwrotnego. Rosyjska obecność koncentruje się nie na rozwoju, lecz na szybkim, prymitywnym wydobyciu łatwo dostępnych zasobów: złota w Sudanie, Mali i Burkina Faso, diamentów w Republice Środkowoafrykańskiej, uranu w Nigrze czy ropy w Libii, gdzie Moskwa często nie inwestuje, lecz jedynie blokuje konkurentów. Brakuje poważnych programów industrializacji lub transferu technologii; zamiast tego dominuje niebezpieczne wydobycie, w którym nierzadko uczestniczą dzieci i młodzież. Polityczna niestabilność nie jest tu skutkiem ubocznym, lecz elementem modelu biznesowego – chaos ułatwia grabież.
Osobnym wymiarem jest werbowanie obywateli państw afrykańskich do wojny przeciwko Ukrainie. Rosja, odczuwając niedobór siły żywej na froncie, szuka rekrutów w najbiedniejszych regionach Afryki, stosując oszukańcze schematy werbunkowe. Ponad tysiąc obywateli co najmniej trzydziestu państw afrykańskich już walczy w rosyjskiej armii inwazyjnej. Obiecywano im pieniądze, szkolenie, legalizację pobytu, a w rzeczywistości trafili do okopów cudzej wojny. Równolegle Kreml werbuje młode Afrykanki do pracy w rosyjskich zakładach zbrojeniowych, w tym przy produkcji dronów, oferując „pracę i perspektywy”, które w praktyce okazują się niewolniczymi kontraktami, obniżonym wynagrodzeniem i faktycznym brakiem prawa wyboru.
Informacyjny front uzupełnia działania wojskowe i gospodarcze. RT, Sputnik oraz powiązane z Kremlem sieci medialne zwiększają obecność w afrykańskiej przestrzeni informacyjnej. Ich celem nie jest jedynie przedstawienie „rosyjskiego punktu widzenia”, ale sianie nieufności wobec UE i USA, dzielenie afrykańskich społeczeństw i kreowanie Rosji jako „jedynego prawdziwego przyjaciela Afryki”. Rosyjska propaganda przemilcza własne zbrodnie w Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej czy Mali, ignoruje masowy neokolonializm Chin, a jednocześnie celowo atakuje Zachód, by osłabić więzi Afryki z państwami demokratycznymi. Za pięknymi słowami o „suwerenności” i „walce z neokolonializmem” kryje się pragmatyczny cel – stworzyć kolejny przyczółek przeciwko Ukrainie i Zachodowi, pokazując światu, że Rosja rzekomo nie jest w izolacji.
Na tym tle oficjalne zapowiedzi kairskiej konferencji o „pogłębianiu partnerstwa”, „nowych pakietach inwestycyjnych” i „wsparciu rozwoju” brzmią co najmniej niebezpiecznie naiwnie. Pod przykrywką dyplomatycznego forum Moskwa próbuje zalegitymizować swoją politykę – od wojny przeciwko Ukrainie i zmiany granic, po neokolonialną eksploatację surowców, podważanie Unii Afrykańskiej, ECOWAS i inicjatyw regionalnych, wykorzystywanie Afrykanów jako najemników i taniej siły roboczej. Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi: ile kontraktów zostanie podpisanych w Kairze ani ile razy z rosyjskiej strony padnie słowo „partnerstwo”. Pytanie jest inne: czy udział w takim formacie odpowiada interesom kontynentu, który w swojej strategii Agenda 2063 ogłosił kurs na silną, pokojową i zjednoczoną Afrykę – bez nowych stref wpływów, bez neokolonializmu i bez cudzych wojen.Od odpowiedzi na to pytanie zależy znacznie więcej niż protokolarne zdjęcia z Kairu.
Wasyl Ostapiak – dr hab., profesor w Katedrze Zarządzania i Administracji Publicznej Państwowego Uniwersytetu Technicznego Nafty i Gazu w Iwano-Frankiwsku (Iwano-Frankiwsk, Ukraina)


