Gdy grzmi więcej dział [KOMENTARZ]

Pełnoskalowa napaść rosyjska przeciwko Ukrainie trwa już drugi rok. Niestety, pomimo ogromnego ludzkiego cierpienia w chwili obecnej nie widzimy żadnej możliwości jej zakończenia. Rok 2024 nie zaczął się dla strony ukraińskiej dobrze: utrata twierdzy Awdijiwka, wyraźne problemy z regularnymi dostawami amunicji i sprzętu od państw wspierających obronę Ukrainy oraz masa niespełnionych nadziei oraz oczekiwań. Entuzjazm został zastąpiony marazmem, wręcz pesymizmem. Dlaczego tak się stało?

Pożar po atakach rosyjskich na Charków w lutym 2024 roku / fot. Main Directorate of the State Emergency Service of Ukraine in Kharkiv Oblast – https://www.facebook.com/DSNSKHARKIV/posts/789897626513066 (on website), CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=145259026

Autor: dr Mateusz Piątkowski

Niniejszy tekst jest z trzecim z cyklu materiałów komentujących rosyjską inwazję przeciwko Ukrainie. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszym i drugim.

„Gdy nie wiesz do jakiego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest dobry” (Seneka)

Sinusoida oczekiwań

Łatwo jest się stać zakładnikiem własnych oczekiwań czy ofiarą swojego sukcesu. Rok 2023 upłynął pod znakiem ukraińskiej kontrofensywy – operacji mającej zadać cios południowemu ugrupowaniu wojsk rosyjskich, doprowadzając do rozerwania korytarza lądowego Krym-Donbas. Ukraina miała w ten sposób stworzyć warunki militarne potrzebne do osiągnięcia co najmniej decydującego zwycięstwa w tym konflikcie, o czym pisałem w 2023 roku. Chociaż osobiście uważam, że największa szansa na ten sukces była wcześniej, bo jesienią 2022 roku.

Najgorszym błędem jaki może być popełniony podczas konfliktu zbrojnego jest zlekceważenie przeciwnika. Boleśnie przekonał się o tym Władimir Putin i jego generalicja, kiedy zlekceważyli naród ukraiński i armię ukraińską uznając, że prowadząc operację w sposób budżetowy będą w stanie szybko podporządkować sobie Kijów. Rzeczywistość okazała się kompletnie inna i zakończyła się strategiczną porażką Rosji w kwietniu 2022 roku. Przyszły jeszcze w tym roku kolejne sukcesy: po odparciu rosyjskiego ataku ukraińska armia ruszyła do skutecznej kontrofensywy pod Charkowem i Chersoniem. Ukrainie udało się również przekonać Zachód, aby przekraczał kolejne czerwone linie w dostawach uzbrojenia od systemów defensywnych do systemów ofensywnych o coraz większym stopniu skomplikowania.

Z ogromnym potępieniem spotkały się rosyjskie zbrodnie mające miejsce w Buczy czy Irpieniu, a także bezlitosna kampania powietrzna wymierzona w ukraiński system energetyczny. Oprócz potwierdzenia lansowanej przeze mnie tezy, że nie opłaca się nie tylko w perspektywie prawnej, ale również operacyjno-politycznej nie przestrzegać prawa humanitarnego, te sytuacje doprowadziły do galwanizacji poparcia względem Ukrainy.

Wiosną 2023 roku (o skutkach bitwy o Bachmut jeszcze napiszę kilka zdań) pojawiło się elektryzujące wszystkich wspierających Ukrainę słowo „kontrofensywa”. Cele tej operacji zaczepnej zostały postawione niezwykle ambitnie zarówno w kontekście strategicznym, jak i politycznym. Wizerunek słabej, zdeprawowanej i zdegenerowanej armii rosyjskiej, która w popłochu opuszczała północną część Ukrainy w kwietniu 2022 roku, poddając się ciosom ukraińskiej armii pod Charkowem czy zmuszona poprzez kampanię wyniszczenia logistyki na odwrót z Chersonia, sprawił wręcz entuzjazm co do perspektyw powodzenia kontrofensywy. Entuzjastycznie wydał się być również niezwykle nastawiony świat zachodni oczekujący na wielki sukces militarny, który miał być zdyskontowany przez Zachód.

Poważne oczekiwania polityczne względem tej ofensywy miał przede wszystkim prezydent Wołodymyr Zełenski. Nie bez powodu rozpoczęła się ona w D-Day – dzień inwazji Aliantów na Europę – która miała przyczynić się do uwolnienia narodów europejskich spod tyrani niemieckiej. Ofensywa miała przede wszystkim przynieść przełom do czasu szczytu w Wilnie, który został zaplanowany na początek lipca 2023 roku. To tam prezydent Zełenski miał zakomunikować sojusznikom i partnerom, że ukraińska armia osiągnęła na tyle poważny sukces militarny, że może oczekiwać jasnych jednoznacznych gwarancji nie tylko o znaczeniu politycznym, ale i prawnym. W szczególności dotyczyłoby to członkostwa państwa ukraińskiego w NATO bądź ewentualnego przyjęcia innego modelu architektury bezpieczeństwa, zapewniającego Ukrainie prawnie wiążące zobowiązania, a nie opieranie się na niewiążących deklaracjach politycznych (którym w istocie było Memorandum budapeszteńskie z 1994 roku).

Z takim nastawieniem Ukraina ruszała latem do kontrofensywy w entuzjastycznie nastawionej bańce informacyjnej, w której ignorowane były głosy świadczące o poważnych przemianach w strukturze i w koncepcji prowadzenia walki zbrojnej przez stronę rosyjską. Lekceważona przez wielu bitwa o Bachmut okazała się być starciem, które w niezwykle wysokim stopniu zaangażowało stronę ukraińską zarówno pod kątem ludzkim, jak i materiałowym. W mojej ocenie bitwa ta nie tylko uratowała armię rosyjską od całkowitego załamania, które groziło jej realnie po klęsce pod Chersoniem, ale przede wszystkim bardzo osłabiła potencjał ukraiński w przyszłej ofensywie.

Wbrew sygnałom, które świadczyły o tym, że Rosjanie są dobrze przygotowani na nadchodzące natarcie, zdecydowano się uderzyć na rosyjskie linie obronne w sektorze południowym. Bardzo wiele wskazuje na to, że kontrofensywa była przygotowana w sposób pośpieszny, przedkładając nad względy wojskowe cele polityczne. Jednym z najistotniejszych czynników w tej mierze był czas (szczyt w Wilnie w 2023 roku). Tymczasem ofensywa ukraińskiej armii była prowadzona bez jednego z najistotniejszych czynników dających powodzenie na polu walki, mianowicie przewagi w powietrzu. Tego strona ukraińska nie była w stanie osiągnąć nawet na szczeblu lokalnym.

Już pierwsze chwile kontrofensywy wskazywały, że rosyjska armia z dużą determinacją prowadzi walkę w oparciu aktywną obronę, rozbudowane pola minowe i dobrze wstrzelaną artylerię. Zaktywizowało się nawet lotnictwo rosyjskie, które wróciło do aktywnej walki na niebie Ukrainy po raz pierwszy od półtora roku. Nawet, jeżeli wojska ukraińskie swoją walecznością wychodziły na jakieś korzystne rubieże, to zdolności rosyjskie do niszczenia ewentualnych punktów kumulacji sił ukraińskich, bądź to uderzeniami lotniczymi, bądź artylerią, sprawiały, że przełamanie stało się coraz mniej prawdopodobne wraz z upływem czasu. Wielu analityków wyraża obawy, że embargo na informację co do ukraińskich stratach może zaciemniać bardzo wysoki koszt podjętej kontrofensywy. Koszt na tyle wysoki, że niektórzy uważają, że lepiej, aby… kontrofensywy nie było w ogóle.

Po zakończeniu okresu letniego było już jasne, że zakładany sukces nie zostanie osiągnięty. Niespełnionych nadziei jest więcej: członkostwo Ukrainy w NATO jest w chwili obecnej political fiction, negocjacje w sprawie wejścia do Unii Europejskiej mogą przypominać scenariusz turecki, a specjalny trybunał do spraw agresji dla Putina nie powstaje z uwagi na niespójność stanowiska samego Zachodu. Wszystko to odbywa się w cieniu konfliktu w Strefie Gazy, który przywrócił politykę międzynarodową i poglądy na stosowanie prawa międzynarodowego do wielkiej polaryzacji pomiędzy Globalną Północną a Globalnym Południem. Przez krótko wydawało się, że agresja rosyjska na Ukrainie mogła rokować na stworzenie przełomu w kolektywnej odpowiedzi na przypadki nielegalnego użycia siły. Wygląda na to, że oprócz śledztwa Międzynarodowego Trybunału Karnego, reakcja świata ograniczy się wyłącznie do stwierdzenia, że napaść Rosji na Ukrainę jest agresją. Tylko tyle i może aż tyle.

Na początku roku 2024 padła Awdijiwka. Symbol ukraińskiej łączności z Donbasem, „sola w oku” rosyjskiej okupacji tego regionu. Wydawałoby się, że czas zdobywania twierdzy budowanej przez kilka lat z zamiarem uporczywej obrony musi być dłuższy niż Bachmutu. Tymczasem, zwłaszcza pod koniec, widać było znaczące codzienne (a nawet cogodzinne) postępy wojsk rosyjskich. Może odpowiedź tkwi w ogromnych statystykach zrzuconych bomb szybujących FAB, ale za tym kryje się coś więcej. Instytut Studiów nad Wojną po raz pierwszy w trakcie tego konfliktu wskazał, że rosyjskie siły powietrzne (VKS) ustanowiły co prawda krótkotrwałą i zlokalizowaną, ale przewagę w powietrzu. Czyli można by rzecz: znowu lotnictwo. Bez przewagi w powietrzu nie powiedzie się żadna ukraińska kontrofensywa, z rosyjską przewagą w powietrzu nie uda się także każda obrona. To musi być priorytet dostaw Zachodu – nie można pozwolić stronie rosyjskiej na osiągnięcie przewagi w powietrzu w ujęciu strategicznym. W pierwszej kolejności to dostawy amunicji przeciwlotniczej i zestawów SAM. Druga kwestia to maszyny wielozadaniowe. Są konieczne, aby utrzymać ukraińskie siły powietrzne w wysokiej sprawności przynajmniej do obrony własnej przestrzeni powietrznej (posowiecki sprzęt prawdopodobnie dawno przekroczył „termin ważności”), ale czy sprawią, że to Ukraina zyska przewagę w powietrzu? Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć – bo zbyt wielu danych nie mamy. Ile tych maszyn się pojawi na Ukrainie (wbrew pozorom ma to też znaczenie, od tego zależy intensywność misji)? Z czym będą mogły być zintegrowane (amunicja typu stand-off daje możliwość rażenia odległych celów bez ryzyka dla załogi)? Jakie możliwości daje awionika tych maszyn (starsze radary nie dają wykrywania zbliżonego do poziomu Su-35)? Myślę, że będziemy mieli do czynienia z poważną dezinformacją w zakresie ich działania. Warto pamiętać, że Rosjanie będą intensywnie polować na te maszyny (może nawet dlatego skala ataków rakietowych zimą 2023/2024 jest relatywnie ograniczona).

Przyszłość

Rosja poniosła wielkie straty w wyniku tej inwazji. Utraciła ekwiwalent całości swej armii, która ruszyła na Ukrainę w lutym 2022 roku. Jednak zasoby Rosji pozwalają na wystawienie i wyposażenie drugiej i trzeciej (jak widzimy) takiej armii i co gorsza, wobec wkroczenia rosyjskiego przemysłu na stopę wojenną, także dalszych. Rosjanie wyciągają wnioski taktyczne i strategiczne. Są w stanie podjąć walkę technologiczną, na poziomie środków WRE, zagłuszają skutecznie sygnały GPS (co tworzy problemy dla wszystkich zestawów broni opierających się na tej nawigacji), ich lotnictwo zaczyna działać coraz bardziej spójnie, poprawia się obrazowanie i zdolności ISR. Obraz tego konfliktu zaczyna coraz bardziej przypominać rosyjski (sowiecki) model prowadzenia wojny: najpierw klęski, następnie stabilizacja. W dużej mierze to od kolektywnej odpowiedzi państw Zachodu (a raczej jej braku) zależy, czy zacznie się materializować trzeci krok wspomnianego schematu: przejście do zdecydowanego zwycięstwa.

Jest jedno pole bitwy, na którym Ukraina ponosi zdecydowaną klęskę: to demografia. Statystyki w tej mierze stawiają to państwo nie tylko na końcu Europy, ale i świata. W tym kontekście, strategicznym zadaniem Sił Zbrojnych Ukrainy to umiejętne dysponowanie swoimi siłami i ograniczenie strat, nawet kosztem utraconych terytorium, by jak w 1939 roku Wojsko Polskie „nie dać się rozbić”. Ludzie to jedyna „waluta”, której Ukraina nie uzyska od NATO (a Sojusz wykluczył swoje czynne uczestnictwo w tym konflikcie). Wysokie tempo strat i problemy z dalszą mobilizacją grożą nie tylko kryzysem wojskowym, ale także głębokim problemem politycznym w samej Ukrainie. Z kolei strona rosyjska może stawiać dalej na prowadzenie działań wyniszczających, przedkładając straty wśród ukraińskich sił zbrojnych nad zdobycze terytorialne.

Wojna na Ukrainie uruchomiła rosyjską machinę wojenną, której celem funkcjonowania jest wypełnienie imperialnej polityki Kremla. Geograficznie oznacza to założenia znacznie ambitniejsze niż podporządkowanie Ukrainy. 28 lutego 2024 roku planowane jest nadzwyczajne posiedzenie polityczne w Naddniestrzu, które być może wyrazi wniosek o przyłączenie do Rosji. Półmilionowa armia rosyjska, doświadczona w bojach na Ukrainie, wsparta technologią odporną na czynniki oddziaływania NATO stanowi wyzwanie dla Sojuszu, zwłaszcza dla państw bałtyckich i Polski. To poważne i realne zagrożenie. Broniąca się Ukraina daje nam czas, którego nie wolno zmarnować. Czas potrzebny na modernizacje sił zbrojnych i budowę „zaufania sojuszniczego”.

Nie potrafię nic więcej dodać w przedmiocie przyszłości. Próbę rozstrzygnięcia tego konfliktu na swoją korzyść podejmie w 2024 roku Rosja i to raczej rosyjskie siły zbrojne będą dysponować pewną inicjatywą w tym względzie. Zadaniem Ukrainy będzie przede wszystkim obrona i zadawanie Rosji strat poprzez odbieranie możliwości uzyskania decydującego sukcesu. Każda ze stron ma pewien pułap strat (nie tylko wojskowych), których kalkulacja będzie pokazywała militarny pat. Jak pokazuje historia, w takich warunkach tworzą się podstawy do działań dyplomatów. W świetle art. 52 Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów nie wolno zawrzeć układu pokojowego korzystnego dla agresora, z uwagi na jego bezwzględną nieważność. Stawia to pytanie o przedmiotowość negocjacji, ale to tylko teoria. Nie mam złudzeń, że w starciu legalizmu i polityki międzynarodowej, polityka zwycięży, jak to miało miejsce w przeszłości. Chyba, że w końcu, parafrazując Senekę, określimy jaki „wiatr” pomoże w zwycięstwie Ukrainy. To jednak wymaga także wskazania „portu”, do którego zmierzamy, a to chyba w tym momencie największy dylemat Zachodu.

Mateusz Piątkowski – dr nauk prawnych, adwokat (Okręgowa Rada Adwokacka w Łodzi), adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Stypendysta Chicago–Kent College of Law. Specjalista prawa konfliktów zbrojnych.

Mateusz Piątkowski / fot. UŁ
Redakcja

Serwis Obserwator Międzynarodowy, jest niezależnym tytułem prezentującym wydarzenia i przemiany zachodzące we współczesnym świecie.

No Comments Yet

Comments are closed