Po 1989 roku Polska oparła swoje bezpieczeństwo na wejściu do NATO i Unii Europejskiej, traktując te struktury bardziej jako cel niż narzędzie prowadzenia własnej polityki strategicznej. Funkcjonowanie w stabilnym porządku gwarantowanym przez dekady przez USA uśpiło potrzebę samodzielnego myślenia geopolitycznego. Dziś, gdy układ ten się zmienia, Polska musi szybko odbudować zdolność do samodzielnego myślenia strategicznego. Zachęcamy do nowego komentarza autorstwa dr. Michała Woźniaka.

Właściwie to nie wiadomo jaka była nasza polska strategia, gdyż po 1989 roku nie musieliśmy jej mieć. Naszym celem było dołączenie do zachodnich struktur instytucjonalnych, lecz ciężko uznać to za strategię. My przyszliśmy już na gotowe, do systemu, w którym USA było zakotwiczone w NATO, a Niemcy w NATO i w Unii Europejskiej. To do czego przystąpiliśmy to klasyczny przykład wiązania strategicznego silniejszych państw (binding lub hedging) dla budowy bezpieczeństwa regionalnego i międzynarodowego. Zostało to wypracowane i udoskonalone w czasie Zimnej Wojny. Obecne zdezorientowanie naszych polityków wynika z tego, że USA poluzowują swoje „uwiązanie”, a Niemcy zapowiadają swoją remilitaryzację. Instytucje do których wstępowaliśmy zmieniają się i Polska musi zmieniać się wraz z nimi. W czasach PRL strategicznie myśleli za nas Rosjanie w Moskwie. Po dołączeniu do NATO i UE nastąpiło swoiste „rozleniwienie” naszych elit politycznych i intelektualnych, tak jakby przynależność do tych instytucji była celem samym w sobie, a nie instrumentami do dalszej realizacji polskiej polityki. Generalnie kuleje u nas samodzielne myślenie strategiczne, bo od dawna nie musieliśmy go uprawiać. Mamy ogromne zaległości jako państwo i naród, które musimy szybko nadrabiać.
Trzeba zaakceptować fakt, że długofalowo Rosja zupełnie nie jest zainteresowana bezpieczeństwem i stabilizacją w Europie na warunkach, które satysfakcjonowałyby NATO. Nie wiadomo, jak zakończy się wojna na Ukrainie i w jakiej kondycji będzie po niej Rosja. Jednak lepiej na wszelki wypadek zakładać, że ewentualny rozejm na Ukrainie może być tylko wstępem do o wiele bardziej intensywnego konfliktu na wschodniej flance sojuszu – czyli także w Polsce.
Z tego powodu musimy obrać taką strategię dla Polski, która przygotuje nas na długotrwałą rywalizację, podobną do tej z czasów Zimnej Wojny. Jednak „druga zimna wojna”, która obecnie trwa, ma zupełnie inne wymiary niż pierwsza. Internet i media społecznościowe są tym wymiarem, w którym wojna kognitywna może być prowadzona na o wiele większą skalę niż wcześniej, a nawet być jej głównym frontem. Dlatego też, ważnym elementem naszej strategii powinna być nasza odporność jako społeczeństwa na wojnę informacyjną. Powinniśmy także intensywniej rozbudowywać elementy obrony cywilnej w społeczeństwie. Nie zmienia to faktu, że dla zapewnienia bezpieczeństwa wciąż potrzebna będzie siła w postaci konwencjonalnych sił zbrojnych i zapewnienia odpowiedniego zaplecza produkcji zbrojeniowej i sprawności logistycznej.
I tutaj dochodzimy do kwestii zasadniczej, czyli roli Niemiec. Niemcy ze względu na swój potencjał i położenie będą niezbędne w tworzeniu zmienionej architektury bezpieczeństwa w Europie. W nadchodzących latach dojdzie do zmniejszenia obecności USA na starym kontynencie. Niemcy będą kluczowe do wypełnienia luki strategicznej po USA. Dlatego strategia Polski musi, w większym niż do tej pory stopniu budować współpracę wojskową z Niemcami, bo w przyszłości to Niemcy będą głównym państwem sojuszu w Europie. Obecna amerykańska strategia zmusza Niemcy do wypełnienia tej nowej dla siebie roli.
Można w tym miejscu wyróżnić szereg zagrożeń. Kultura strategiczna Niemiec po II wojnie światowej wytworzyła specyficzny rodzaj pacyfizmu, który na pierwszym miejscu stawiał zawsze rozwiązania dyplomatyczne i ekonomiczne zamiast militarnych. W konsekwencji Niemcy przez długi czas wykazywały skłonność do strategicznej powściągliwości oraz unikania konfrontacji – zwłaszcza z Rosją. To zaowocowało błędnym podejściem do Rosji, budową zależności ekonomicznych (koncepcja Wandel durch Handel – „zmiana przez handel”), które okazały się dla Niemiec pułapką strategiczną, której konsekwencje wszyscy w Europie ponosimy do dziś. Innym problemem z wiarygodnością sojuszniczą Niemiec może być dynamika polityki wewnętrznej i wzrost popularności partii prorosyjskich takich jak AfD. Dlatego tak ważne z polskiego punktu widzenia jest pozostanie USA w Europie, aby amerykańska obecność niwelowała ewentualne próby przywrócenia współpracy niemiecko-rosyjskiej. Amerykanie zdają sobie z tego sprawę i nie zamierzają całkowicie zniknąć z Europy, gdyż wciąż mają tutaj znaczące interesy. Ponowne zbliżenie niemiecko-rosyjskie nie jest bowiem w interesie USA. Zmiana rozłożenia akcentów i kosztów w ramach NATO 3.0 będzie się wiązać ze zmniejszeniem amerykańskich sił konwencjonalnych na rzecz europejskich, jednak nie będzie oznaczać opuszczenia NATO przez USA. Pacyfik i Azja może być obecnie amerykańskim priorytetem jednak nie oznacza zostawienia Europy samej sobie.
Relacje polsko-niemieckie będą zatem w przyszłości fundamentem nowej architektury bezpieczeństwa z osłabioną rolą Stanów Zjednoczonych. W tej układance Niemcy będą głównym zapleczem strategicznym i przemysłowym, a Polska głównym państwem frontowym i węzłem logistycznym na linii północ-południe, konsolidując możliwości operacyjne wschodniej flanki sojuszu od Zatoki Fińskiej do Morza Czarnego. Z tego względu, nowa polska strategia powinna położyć większy nacisk na przemyślany proces budowy jak najlepszych relacji i zacieśniania współdziałania Sił Zbrojnych RP z Bundeswehrą. Nie możemy też dopuścić by zaszłości historyczne oraz skrajne siły polityczne w Niemczech i w Polsce wykoleiły ten proces. Wszystkie państwa wschodniej flanki sojuszu będą ważne w tym procesie i ze wszystkimi Polska musi rozwijać współpracę obronną w ramach NATO. Jednak bez silnej i aktywnej roli Niemiec jako centrum łączącego starą Europę ze wschodnią flanką NATO będzie to niewystarczające i może się nie udać.
Wszystko to będzie się odbywać w ramach zmienionego już NATO w wersji 3.0 jednak wciąż pod auspicjami Stanów Zjednoczonych, w ramach kolektywnego odstraszania i z amerykańskim parasolem nuklearnym. Amerykanie dalej będą zapewniać swoim sojusznikom w ramach NATO odstraszanie polityczno-wojskowe (deterrence by punishment). Amerykańska obecność wojskowa ma za zadanie upewniać agresora, że w razie ataku wejdzie także w konflikt z USA. Jednak to Europa – z wiodącą rolą Polski – będzie musiała zapewnić sobie odstraszanie wojskowo-polityczne (deterrence by denial). Do tego potrzebna nam będzie armia wystarczająco potężna by zniechęcić Rosję do ataku w przyszłości. Niewykluczone, że przyszłe zmiany w dyslokacji wojsk amerykańskich w Europie oprócz zmniejszenia, będą się również wiązać z przesunięciem ich do Polski. Mniejsza, ale stała obecność wojsk amerykańskich na wschodniej flance sojuszu będzie miała dużo większy sens i potencjał odstraszający niż amerykańscy żołnierze w Belgi, Włoszech czy w Niemczech.
Ile mamy czasu na dostosowanie się do nowych realiów? Nie wiadomo. Są dwa główne czynniki, które na to wpływają.
Pierwszy to Ukraina, która swoją wojną obronną wiąże siły rosyjskie. Dopóki trwa konflikt na terytorium Ukrainy, Rosji ciężko będzie rozpocząć konflikt przeciwko NATO. Dlatego stałym elementem naszej strategii musi pozostawać dalsze wspieranie Ukraińców w zachowaniu przez nich niepodległości. Ukraina jest także bardzo skuteczna w osłabianiu państwa rosyjskiego, które po zakończeniu wojny może jeszcze długo nie być gotowe do kolejnych agresji. Jednak naszej strategii nie powinniśmy opierać na pozytywnych scenariuszach rozwoju wypadków tylko na negatywnych. W ten sposób podniesiemy swoje bezpieczeństwo i prawdopodobieństwo, że do wojny w ogóle nie dojdzie. Taki powinien być nasz główny cel.
Drugi czynnik to Chiny i ryzyko otwarcia kolejnego frontu globalnej rywalizacji na Pacyfiku, który musiałby przyspieszyć proces wycofania sił amerykańskich z Europy. Obecny stan nie będzie trwał wiecznie i prędzej czy później wydarzenia przyspieszą. Od nas zależy to jak wykorzystamy ten czas na przygotowywanie Polski do nadchodzącego chaosu. Nadzieja, że będzie dobrze to nie strategia, tylko proszenie się o kłopoty.
Dr Michał Woźniak – uzyskał tytuł doktora w obszarze nauk społecznych, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego w 2017 roku. Tematem rozprawy doktorskiej była „Polityka bezpieczeństwa USA w latach 2008-2016 i jej wpływ na bezpieczeństwo Polski”.



