Rozerwane miasto. Reportaż z Cypru

Pomimo upływu ponad czterech dekad na Cyprze, pamięć o wojnie nadal jest żywa – dawne urazy, wrogość i niechęć są ciągle aktualne, a ślady konfliktu, także te fizyczne, boleśnie widoczne w stołecznej Nikozji, która na myśl przywodzi raczej dziesiątki turystów, a nie gotowych na wszystko żołnierzy.

img_3251

Autor: dr Robert Czulda

Na pierwszym rzut oka Cypr – szczególnie osobie niezainteresowanej historią – kojarzy się jedynie z dobrą pogodą, pięknymi krajobrazami i gościnnymi mieszkańcami. A to przecież tutaj rozegrał się jeden z ostatnich krwawych konfliktów zbrojnych powojennej Europy. To właśnie słoneczny Cypr, tak chętnie odwiedzany turystów, stał się w 1974 roku areną tureckiej inwazji, będącej odpowiedzią na przewrót greckich pułkowników, którzy obalili prezydenta instalując w Nikozji swojego stronnika.

Zupełnie niespodziewanie obie strony – wspierany przez Grecję Cypr i osamotniona, ale silniejsza Turcja – stanęły w śmiertelnym pojedynku, który zakończył się trwającym po dziś dzień podziałem wyspy na część turecką i cypryjską. Kilkaset tysięcy osób musiało opuścić swoje domostwa, do których już nigdy nie powrócili. Cypryjczycy greccy uciekli spod tureckich rządów na północy, a tureccy wykorzystali okazję, by wydostać się spod wrogich i progreckich im rządów południa. Nieznana liczba osób – żołnierzy obu stron oraz cywilów – straciła życie. Niezwykle skomplikowane losy tak niepozornej wyspy.

img_3319

Dwie strony barykady

Podział trwa do tej pory, co łatwo można zobaczyć w stołecznej Nikozji. Wystarczy wejść na starówkę, by nagle, zupełnie niepostrzeżenie, zza rogu pojawiły się cypryjskie posterunki wojskowe, wciśnięte pomiędzy stare domy. Znudzeni poborowi siedzą na tych wysuniętych placówkach dzień i noc wypatrując ewentualnego uderzenia nieprzyjaciela. Na każdym posterunku widnieje specjalna lista identyfikacyjna ze zdjęciami tureckich czołgów, wozów bojowych i śmigłowców. Na wszelki wypadek, by w razie wybuchu kolejnej odsłony wojny nie dać się zaskoczyć, ani by nie pomylić nieprzyjaciela ze swoimi oddziałami.

O pomyłkę byłoby trudno, bo przebieg granicy w samym środku Nikozji, jedynej europejskiej stolicy, która jest podzielona, jest znany i bardzo wyraźny. Trudno jej nie zauważyć. Z jednej strony wszędzie widnieją cypryjskie i greckie flagi dumnie powiewając, co drażni tureckie oko. Raptem kilka lub kilkanaście metrów dalej znajdują się już wojskowe posterunki nieprzyjaciela, nad którym dumnie łopoczą flagi Turcji.

img_3190

Pomiędzy zwaśnionymi znajdują się kilometry drutu kolczastego i barykad, a niezmiennie także siły pokojowe Organizacji Narodów Zjednoczonych, które przybyły tam w 1964 roku, a więc gdy pojawiła się konieczność fizycznego rozdzielenia Greków i Turków. To właśnie błękitne hełmy strzegą bezpieczeństwa na liczącej 180 kilometrów granicy zdemilitaryzowanej strefy rozjemczej, do której w Nikozji wstęp mają tylko siły pokojowe. Poza nią, w różnych częściach wyspy, mieszka około 10 tysięcy osób.

Opuszczona duma

Turecka inwazja na Cypr zaskoczyła wszystkich, także mieszkańców, którzy musieli w ciągu kilku godzin uciekać ze swoich domostw zostawiając niemal cały majątek. Część z budynków w strefie walk została zniszczona, część przedzielona wpół strefą zdemilitaryzowaną. Wszystkie jednak bez wyjątku zostały opuszczone – dotyczy to chociażby pięknego i wówczas niezwykle nowoczesnego lotniska międzynarodowego, które obecnie jest miastem duchów. Terminal zachwycał stylem, a także rozwiązaniami technicznymi, chociażby automatycznie otwieranymi drzwiami. Był prawdziwą dumą Cypru.

img_3231

Od 1974 roku dla nikozyjskiego lotniska czas się zatrzymał. Także dla pozbawionego większości cennych części pasażerskiego samolotu linii Cyprus Airways, który nie mógł już odlecieć z wojennego piekła, bo został trafiony przypadkową kulą w przednią szybę kabiny pilotów. Na wieki utknął tuż obok głównego terminala stając się domem dla gołębi, które w środku mogą mieszkać w spokoju przed człowiekiem.

Straszy, ale jednocześnie i zachwyca ogrom pustych, opuszczonych przestrzeni, porozrzucane rzeczy, stare napisy i reklamy „Baty” i „Seiko”, co razem z rozbitymi szybami i drutem kolczastym, pohukiwaniem niezliczonych gołębi tworzy upiorną scenerię rodem z horroru. Dotyczy to także miejsca bodaj najbardziej niezwykłego – salonu samochodowego, w którym utknęło kilkanaście całkowicie nowych samochodów Toyota Corolla. Czy kiedykolwiek trafią w ręce kolekcjonerów? To wymagałoby porozumienia obu stron, a na to się niestety ciągle nie zanosi.

Zdjęcia: Robert Czulda

Dr Robert Czulda – adiunkt w Katedrze Teorii Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Specjalista w zakresie współczesnego bezpieczeństwa międzynarodowego, polityki obronnej państw i przemysłu zbrojeniowego. Dziennikarz współpracujący na stałe z magazynami oraz portalami: „Polska Zbrojna”, „Nowa Technika Wojskowa”, „Lotnictwo”, „Stosunki Międzynarodowe”„Military Technology” oraz „Obserwator Międzynarodowy”. Analityk do spraw sił zbrojnych współpracujący z IHS Jane’s.

Redakcja

Serwis Obserwator Międzynarodowy, jest niezależnym tytułem prezentującym wydarzenia i przemiany zachodzące we współczesnym świecie.

No Comments Yet

Comments are closed